To będzie wyjątkowo nerwowy dzień dla kierowców i samorządowców w Kielcach. Związkowcy z Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacji mówią „dość” i wyprowadzają oflagowane autobusy na ulice. Grożą blokadą kluczowych skrzyżowań, rzucają władzom miasta oskarżenia o „szczucie i kłamstwa” i zapowiadają szturm na Ratusz, w którym właśnie tego dnia ważyć się będą losy absolutorium dla prezydent Agaty Wojdy.
Pół miasta w pułapce protestujących
Konflikt na linii MPK Kielce – Urząd Miasta osiągnął punkt krytyczny. Związkowcy i pracownicy spółki, zirytowani brakiem – ich zdaniem – jakiejkolwiek reakcji władz na wieloletnie postulaty, zdecydowali się na otwartą konfrontację. W opublikowanym w mediach społecznościowych, pełnym żalu i oskarżeń oświadczeniu, załoga zarzuca urzędnikom celowe wyniszczanie przedsiębiorstwa i blokadę informacji w mediach lokalnych.
Co to oznacza dla pasażerów i kierowców? Od samego rana, wszystkie miejskie autobusy wyjechały na trasy udekorowane flagami strajkowymi. Związkowcy deklarują, że kursy odbędą się zgodnie z rozkładem, jednak prawdziwe utrudnienia zaplanowano na później. Między godziną 10:30 a 11:30 przez ulice Kielc przejadą dwie demonstracyjne kolumny pojazdów – po pięć potężnych maszyn w każdej.
To jednak tylko preludium. Chwilę później, od godziny 11:00 do 11:30, pracownicy MPK zablokują strategiczne przejście dla pieszych przy skrzyżowaniu ulic Pelca i Silnicznej. Choć organizatorzy zapewniają, że wybrali lokalizację w sposób najmniej uciążliwy dla mieszkańców, w godzinach szczytu wokół Ratusza można spodziewać się komunikacyjnego chaosu.
Żądają milionów i rozliczenia ZTM
Po zakończeniu blokady, wzburzeni pracownicy zamierzają przemaszerować wprost pod kielecki Ratusz, by tam, podczas trwającej właśnie sesji Rady Miasta, głośno wykrzyczeć swoje żądania. A te są wyjątkowo twarde i bezkompromisowe.
Na czele długiej listy postulatów znajduje się żądanie powołania niezależnej komisji, złożonej ze wszystkich klubów radnych, która miałaby pod lupą prześwietlić finanse MPK, Kieleckich Autobusów Spółki Pracowniczej (KASP) oraz przede wszystkim – Zarządu Transportu Miejskiego. Pracownicy oskarżają ZTM o działania, przez które miejska spółka miała stracić ogromne pieniądze.
Załoga MPK żąda również natychmiastowej wypłaty 6 milionów złotych rekompensaty. Twierdzą, że to równowartość strat, jakie spółka poniosła w wyniku politycznych, a nie ekonomicznych decyzji miasta, polegających na przekazaniu intratnych kursów prywatnemu przewoźnikowi. Co więcej, chcą wyrównania strat spowodowanych zmianą stawki VAT, anulowania kar za starszy tabor autobusowy oraz wstrzymania budowy nowej bazy dla „elektryków”.
Jeśli miasto nie spełni tych żądań, związkowcy kładą na stole opcję ostateczną i domagają się, by samorząd po prostu wykupił udziały w MPK i przejął za nie pełną odpowiedzialność.
Nie godzimy się na niszczenie 75-letniej tradycji
– grzmią zdesperowani pracownicy.
Ratusz w stanie oblężenia i walka o absolutorium
Protest MPK to potężny cios, który spadnie na Ratusz w najgorętszym możliwym momencie. Tego samego dnia rano, pod czujnym okiem wzmocnionych patroli Straży Miejskiej i Policji, rozpocznie się bowiem sesja absolutoryjna. Zaledwie czterech mieszkańców zgłosiło chęć udziału w debacie nad Raportem o Stanie Gminy, która poprzedzi kluczowe głosowania nad wotum zaufania oraz absolutorium dla prezydent Agaty Wojdy za wykonanie budżetu w roku 2025.
Czy prezydent Wojda zdoła obronić absolutorium, gdy pod drzwiami Ratusza będą skandować wściekli pracownicy MPK? Jedno jest pewne, czwartek w Kielcach będzie dniem, o którym długo nikt nie zapomni.
Zuzanna Rolka

