Ponad stu wściekłych pracowników kieleckiego MPK wtargnęło dzisiaj na sesję absolutoryjną. Mają dość polityki prezydent Agaty Wojdy, która ich zdaniem bezpośrednio prowadzi miejskiego przewoźnika do finansowego upadku. Zamiast w spokoju świętować wykonanie budżetu, władze miasta musiały zmierzyć się z jawnymi zarzutami o celowe niszczenie firmy.
Padły mocne słowa, a na ulicach pojawiły się oflagowane autobusy. Konflikt o miliony złotych i przyszłość transportu w Kielcach wszedł w najbardziej brutalną fazę.
Oblężenie ratusza i uderzenie w finanse
To nie był zwykły czwartek w kieleckim samorządzie. Od rana miasto paraliżował protest pracowników Miejskiego Przedsiębiorstwa Komunikacji. Oflagowane pojazdy i blokada ścisłego centrum były zaledwie wstępem do tego, co wydarzyło się w sali obrad Rady Miasta. Przewodniczący Związku Zawodowego Pracowników Transportu Publicznego, Bogdan Latosiński, wprost oskarżył ratusz i Zarząd Transportu Miejskiego o systematyczne odcinanie spółki od pieniędzy.
Działacze zarzucają władzom jawną hipokryzję. Z jednej strony miasto nalicza przewoźnikowi wysokie kary za wiek taboru i narzeka na standard usług, z drugiej – drastycznie ogranicza jego możliwości zarobkowe.
Jesteśmy atakowani, że nie wszystkie nasze autobusy mają klimatyzację, ale z czego my mamy realizować inwestycje, skoro zabiera nam się linię z przetargu
– pytał z miejskiej mównicy Latosiński.
Miliony w tle i urzędnicza opieszałość
Lista żądań załogi jest długa i kosztowna. MPK domaga się 6 milionów złotych rekompensaty za odebrane kursy, natychmiastowego audytu finansowego w ZTM oraz wstrzymania budowy nowej bazy dla autobusów elektrycznych przy ulicy Kolberga. Zdaniem protestujących miasto zachowuje się irracjonalnie, ignorując tereny dostępne tuż przy obecnej siedzibie przewoźnika.
Związkowcy ujawnili również, że urzędnicy podlegli Agacie Wojdzie od czterech lat nie potrafią sfinalizować formalnego scalenia działek należących do MPK. To skutecznie uniemożliwia sprzedaż zbędnego majątku. Bez tych pieniędzy firma nie ma szans na odbudowę po stratach z czasów pandemii i na zakup nowych autobusów.
Rynek dla gigantów, wyrok dla lokalnej firmy
Sytuacja robi się dramatyczna, bo wielkimi krokami zbliża się potężny przetarg na obsługę komunikacji w mieście. Członek zarządu MPK, Monika Gębska, otwarcie ostrzega, że lokalna spółka może tego starcia nie przetrwać. Wskazuje, że warunki dyktowane przez miasto od początku mogą faworyzować wielkie koncerny.
Jesteśmy przed przetargiem, który zdecyduje o tym, czy będziemy istnieć, czy nie. W tej chwili na rynek wchodzą mocni gracze, dla których leasing stu autobusów nie będzie problemem, a dla nas już tak
– ostrzega Gębska, apelując o równe traktowanie podmiotów stających do walki o miejski transport.
Prezydent Wojda odbija piłeczkę
Agata Wojda nie zamierza jednak przepraszać ani ustępować. Prezydent Kielc kategorycznie odrzuca oskarżenia i całą winą za brak porozumienia obarcza związkowców. Twierdzi, że komunikacja między ratuszem a przewoźnikiem istnieje, ale to samo MPK torpeduje próby jakiejkolwiek kontroli ze strony miasta.
Od dwóch lat czekamy, żeby jako współwłaściciel dostąpić możliwości wskazania członka rady nadzorczej. Jest to do tej pory nam blokowane przez walne zgromadzenie
– tłumaczyła chłodno prezydent, dodając, że byłaby bardzo wstrzemięźliwa w ocenach tego, kto w tym konflikcie realnie unika dialogu.
Jeśli miasto nie chce ratować przewoźnika, niech sprzeda swoje 33 procent udziałów i odda spółkę w całości w ręce pracowników – postuluje załoga. Agata Wojda odpowiada, że jest na to gotowa, jednak od lat nie można ustalić ceny transakcji. Ratusz twierdzi, że władze MPK odmówiły udostępnienia dokumentów finansowych niezbędnych do wyceny akcji. Dziś spór o wartość majątku toczy się w sądzie. Radni opozycji już zapowiadają zwołanie nadzwyczajnej sesji. Polityczny pat trwa, a cierpliwość pracowników właśnie się skończyła.
Piotr Zych

