Zakończyło się wielkie, podsumowujące liczenie piachu, który radny Maciej Bursztein uprzątnął z miejskich dróg za własne, prywatne pieniądze. Ostateczny bilans bezlitośnie obnaża bezradność ekipy prezydent Agaty Wojdy. Zaledwie z trzech kieleckich ulic zebrano aż 60 ton poeksploatacyjnego syfu!
W tym samym czasie Miejski Zarząd Dróg próbuje pudrować rzeczywistość i prężyć muskuły tańszym przetargiem na remont ulicy Jagiellońskiej. Kielczanie pytają już wprost: co z tego, że wylewacie nowy asfalt w programie „Kielce bez dziur”, skoro całe miasto tonie w tumanach brudu, a pani prezydent zamiast sprzątać – kręci kolejne rolki z miejskich imprez.
Trzy ulice i góra piachu wielkości kamienicy
Kiedy dwa tygodnie temu radny Maciej Bursztein ogłosił, że przekazuje swoją dietę na wynajęcie prywatnej firmy sprzątającej, w ratuszu mówiono o „politycznym happeningu”. Dzisiaj, po podsumowaniu akcji, urzędnikom z rąk wypadły wszystkie argumenty. Liczby nie kłamią, bo prywatne zamiatarki wywiozły z miasta wagowy ekwiwalent kilkudziesięciu samochodów osobowych.
Tak, to nie żart, chociaż wydaje się to mało prawdopodobne. Na 3 kieleckich ulicach zebraliśmy 60 ton piachu. Tylko na 3… Wyobraźcie sobie ile ton piachu leży jeszcze na drogach w Kielcach. Dlatego naprawdę, po raz kolejny apeluje do Pani Prezydent, żeby w końcu rozpoczęła głębokie reformy w „Miejskiej Zieleni”. Ta spółka wymaga jak najszybszych strukturalnych zmian. Brak zmian wciąż będzie oznaczał tony piachu na naszych ulicach
– podsumowuje radny Maciej Bursztein.
Finał akcji zbiegł się w czasie z rozstrzygnięciem konkursu dla mieszkańców na wytypowanie wagi zebranego brudu (zwycięzcą został Dominik Urbański), co wywołało kolejną falę potężnego poruszenia w sieci. Mieszkańcy wprost piszą, że Kielce są jedynym miastem wojewódzkim, które kurczowo trzyma się archaicznego monopolu i nie dopuszcza do rynku prywatnych firm. Efekt? Toksyczny, niebezpieczny dla zdrowia pył zalega na ścieżkach rowerowych i przejściach dla pieszych niemal do połowy lata.
Wojda idzie w zaparte
Podsumowanie akcji Burszteina wywołało nerwową i wyjątkowo małostkową reakcję samej Agaty Wojdy. Prezydent Kielc, zamiast uderzyć się w pierś i podziękować za wyręczenie miasta z podstawowych obowiązków, postanowiła publicznie zaatakować radnego na poziomie osobistym.
Wojda stwierdziła złośliwie, że gdyby radny „nie miał potrąceń za nieobecności”, kwota na sprzątanie byłaby jeszcze większa. Co więcej, winą za obecny paraliż porządkowy próbuje obarczyć… poprzednie powiązania personalne w Rejonowym Przedsiębiorstwie Zieleni i Usług Komunalnych (RPZiUK). Tłumaczenia prezydent, że spółka jest „niedosprzętowiona” i w 2026 roku musi sprzątać miasto… ręcznie, brzmią dla mieszkańców jak ponury żart.
Urzędowe pudrowanie syfu
W tym samym czasie machina propagandowa magistratu dwoi się i troi, by odwrócić uwagę od wszechobecnego brudu. Miejski Zarząd Dróg właśnie ogłosił „wielki sukces” – w przetargu na remont nakładkowy 700-metrowego odcinka ulicy Jagiellońskiej (od Krakowskiej do Karczówkowskiej) cztery firmy złożyły oferty tańsze, niż zakładano.
Miasto chce zaoszczędzić ponad 850 tysięcy złotych z zabezpieczonych 3,6 miliona. Urzędnicy już chwalą się, że za te pieniądze załatają kolejną ulicę. Jednak podsumowanie akcji Burszteina stawia te zapowiedzi w fatalnym świetle. Co kielczanom po frezowaniu asfaltu, regulacji studzienek i nowych krawężnikach na Jagiellońskiej, skoro nowa infrastruktura w kilka dni zostanie przysypana setkami ton kurzu?
Edyta Olszewska

