To nie był napad stulecia na bank, ale bezczelność sprawcy i tak zwala z nóg. Pińczowscy policjanci w widowiskowy sposób zakończyli trwający od tygodni, nocny terror… sklepowego magazynu. Zamaskowany 45-letni seryjny włamywacz, zamiast sejfów z gotówką czy drogiej elektroniki, obrał sobie za cel pieczywo, pączki i słone przekąski.
Mężczyzna terroryzował spożywczaka od połowy kwietnia, robiąc sobie z zaplecza darmową, całodobową spiżarnię. Jego wielki głód został jednak brutalnie ukrócony w poniedziałkowy poranek, gdy z bochenkiem w ręku wpadł prosto w ramiona mundurowych.
Kaptur, rękawiczki i… wielki głód. Sześć skoków po bułki!
Mężczyzna do swoich nocnych eskapad przygotowywał się niezwykle profesjonalnie. Żeby zmylić czujne oko kamer monitoringu i pińczowskich śledczych, za każdym razem zakładał głęboki kaptur, czapkę i rękawiczki. Przez półtora miesiąca, pod osłoną nocy, metodycznie forsował zabezpieczenia magazynu i wynosił z niego świeży chleb oraz słodkie i słone przekąski.
Detektywi z Pińczowa drobiazgowo analizowali każdy ruch „włamywacza-gastronoma”, tworząc jego dokładny rysopis. Przełom nastąpił w nocy 25 maja, dokładnie kilka minut po godzinie 2:00 nad ranem. Patrolujący miasto policjanci zauważyli podejrzanego typa kręcącego się przy sklepie. Sekundy później okazało się, że 45-latek właśnie dokonał szóstego, jubileuszowego włamania. Został zwinęty na gorącym uczynku, a jego nocne podjadanie natychmiast zamieniło się w pobyt w policyjnym areszcie.
Zamiast do piekarni – trafi za kraty. Słona cena za słodkie przekąski
Mężczyzna usłyszał już oficjalne zarzuty kradzieży z włamaniem. Choć łupem krakera sejfów spożywczych padały głównie podstawowe produkty i chipsy, polskie prawo w kwestii włamań jest bezwzględne. Za pokonanie zabezpieczeń i seryjne kradzieże chleba pińczowskiemu głodomorowi grozi teraz kosmiczna kara – nawet do 10 lat pozbawienia wolności! Tam o darmowe przekąski będzie już znacznie trudniej.
Edyta Olszewska

