To była prawdziwa demonstracja siły i bezwzględna dominacja w kieleckiej Hali Legionów. Piłkarze ręczni Industrii Kielce nie pozostawili złudzeń Orlen Wiśle Płock, wygrywając drugi mecz finałowy Orlen Superligi aż 36:27. Zespół prowadzony przez Krzysztofa Lijewskiego w wielkim stylu odzyskał miano najlepszej drużyny w kraju, pieczętując 21. tytuł mistrzowski w historii klubu.
Na parkiecie trwała bezpardonowa walka, sędziowie pokazali aż pięć czerwonych kartek, ale sportowo kielczanie po prostu zmiażdżyli odwiecznego rywala.
Nokautujący początek i festiwal czerwonych kartek
Kielczanie przystępowali do rewanżu z komfortową zaliczką po wygranej w Płocku (30:25). Zamiast kalkulacji, od pierwszych sekund rzucili się na rywali. Już w 5. minucie Industria prowadziła 3:0, a świetnie spotkanie rozpoczął Piotr Jarosiewicz. Płocczanie byli sparaliżowani – Melvyn Richardson dwukrotnie marnował rzuty karne, przegrywając pojedynki z kapitalnie dysponowanym Klemenem Ferlinem.
Gdy Alex Dujshebaev podwyższył na 6:2, hala oszalała. Nawet czerwona kartka dla Benoita Kounkouda już w 10. minucie za uderzenie w twarz Gergo Fazekasa nie wybiła gospodarzy z rytmu. Chwilę później było już 9:3 i trener Wisły Xavier Sabate musiał ratować się przerwą na żądanie. Gra brutalnie się zaostrzyła. Przed przerwą z parkietu wyleciał także skrzydłowy gości Przemysław Krajewski, a Industria schodziła do szatni z bezpiecznym prowadzeniem 18:14.
Teatr jednego aktora. Genialne pożegnanie kapitana
Druga połowa to był już absolutny popis jednego człowieka. Alex Dujshebaev, który po tym sezonie żegna się z Kielcami, grał jak natchniony. Choć w 34. minucie czerwoną kartkę obejrzał kolejny kielczanin Theo Monar, starszy z braci Dujshebaevów brał ciężar gry na siebie. Po jego siódmym trafieniu było 25:18 i stało się jasne, że Wisła tego dnia nie zdoła się już podnieść.
Agresja na boisku narastała z każdą minutą. W końcówce sędziowie wyrzucili z boiska Jorge Maquedę (Industria) oraz Leona Susnję (Wisła). Łącznie arbitrzy aż 15 razy odsyłali zawodników na ławkę kar i pokazali 5 czerwonych kartek. Na 10 minut przed końcem, gdy Alex Dujshebaev zdobył swoją dziewiątą bramkę w meczu (31:23), trybuny rozpoczęły świętowanie. Industria po trzech latach odzyskała mistrzowski tron.
„Dwa lata bez tytułu to było za długo”
Po meczu w obozie mistrzów Polski eksplodowała euforia, przeplatana ze wzruszeniem. Dla kapitana zespołu był to ostatni, niezwykle emocjonalny moment w kieleckich barwach.
Ciężko wyobrazić sobie lepsze pożegnanie. To były dwa niesamowite mecze. Pokazaliśmy, jakim jesteśmy zespołem, jaką mamy mentalność. Dwa lata bez tytułu to było za długo. Trofeum wróciło do naszego miasta, to najważniejsze. W ostatnich tygodniach nie było łatwo, ale pokazaliśmy, jak mocno potrafimy walczyć. Od pierwszej do ostatniej sekundy. To skupienie, koncentracja i wiara dały nam złoto
– podkreślił kapitan Industrii Alex Dujszebajew, który przenosi się do niemieckiego VfL Gummersbach.
Niezwykle poruszony był również bramkarz Adam Morawski, który na ten moment czekał ponad dekadę.
To coś niesamowitego. Czekałem na to 13 lat swojej kaiery. Ten sezon zacząłem z tytułem i tak go kończę. Mistrzostwo było moim marzeniem. Dla mnie i dla drużyny nie był to łatwy sezon, ale teraz możemy się cieszyć. Miałem motywację w tych spotkaniach, ale byłem skupiony na sobie i drużynie. Przed pierwszym meczem, po tym co się u nas wydarzyło, nikt nie powiedziałby, że to my będziemy mistrzami. My w to wierzyliśmy. Podnieśliśmy się z tego razem
– powiedział golkiper kieleckiej drużyny.
Lijewski dziękuje kibicom, Płock bije się w piersi
Trener Krzysztof Lijewski nie krył dumy ze swoich podopiecznych i zwrócił uwagę na twarde warunki, jakie mimo wysokiego wyniku postawili rywale. Zaznaczył też, jak kluczowe było mentalne przygotowanie zespołu.
Dzięki drużynie z Płocka, musieliśmy przesunąć się do granic wytrzymałości w naszym mentalu. Przez kilkanaście lat wygrywaliśmy. Później mistrzostwo zostało nam zabrane. Taki jest sport. Nie zawsze wygrywasz. Zrozumieliśmy, że musimy zrobić coś więcej. Chłopaki wykonali kawał ciężkiej roboty. Nie tylko w meczu. To treningi, godziny rozmów. Odrobili lekcję. Serdecznie im dziękuję. Tego sukcesu nie byłoby, gdyby nie nasi kibice. Oni są z nami zawsze na dobre i na złe. Udowodnili, że kibicem się nie bywa, ale jest. Pokazali to w tak trudnym sezonie. Odczuwałem ich wsparcie na co dzień na kieleckich ulicach
– podsumował szkoleniowiec Industrii.
W obozie Wisły Płock panowały z kolei minorowe nastroje. Goście musieli uznać wyższość odwiecznego rywala i otwarcie przyznawali, że w finałowej serii zabrakło im argumentów.
Ciężko coś powiedzieć w tej chwili. Na pewno drużyna z Kielc była lepsza w obu meczach. Było to widać gołym okiem. Popełniliśmy dużo prostych błędów. To była główna przyczyna tych dwóch porażek. Przegraliśmy pierwsze spotkanie, u siebie. Rewanż graliśmy z dużym obciążeniem. Kielce były lepiej dysponowane w każdym elemencie. Pozostaje nam pracować dalej
– skonstatował skrzydłowy Orlenu Wisły Płock Przemysław Krajewski.
Edyta Olszewska

