Kierowcy przecierali oczy ze zdziwienia, a piesi w pośpiechu wyciągali telefony. W kieleckim Czarnowem, tuż obok ruchliwego skrzyżowania przy ulicy Jagiellońskiej, spacerował potężny, ważący kilkaset kilogramów łoś. Zwierzę ignorowało miejski szum, choć w gęstej zabudowie znalazło się całkowicie przypadkowo. Służby ratunkowe musiały natychmiast zabezpieczyć teren, aby nietypowy gość bezpiecznie wrócił do lasu.
Zagubiony olbrzym na Jagiellońskiej
Niedzielny incydent w Kielcach to bezpośrednia konsekwencja położenia miasta, które z każdej strony otoczone jest kompleksami leśnymi. Zwierzęta traktują te tereny jako naturalne korytarze migracyjne. Paweł Kosin z Nadleśnictwa Daleszyce tłumaczy, że Kielce są pod tym względem wyjątkowe, ponieważ w granicach administracyjnych miasta znajduje się ponad dwa i pół tysiąca hektarów lasów. Dzika zwierzyna żyje tuż obok mieszkańców i siłą rzeczy musi czasem przemieścić się przez tereny zabudowane.
W przeciwieństwie do dzików czy lisów, które regularnie odwiedzają śmietniki w poszukiwaniu łatwego pożywienia, łosie nie ciągną do ludzi w celach konsumpcyjnych. Niedzielny spacerowicze zarejestrowali na nagraniach dorosłego osobnika, który sprawiał wrażenie całkowicie zagubionego.
Leśnicy szybko zlokalizowali prawdopodobną trasę, jaką pokonał samiec. Zwierzę wyszło najpewniej z dzikich terenów rozciągających się między Karczówką a Dalnią i po prostu straciło orientację w terenie. Łosie nie szukają jedzenia w mieście, więc w tym przypadku naukowcy i leśnicy mówią o zwykłym przypadku.
Pół tony pewności siebie
Łoś na miejskiej arterii nie okazywał strachu, co wywołało spore poruszenie wśród gapiów. Taki spokój jest jednak typowy dla tego gatunku. Te zwierzęta zachowują się zupełnie inaczej niż sarny czy jelenie, które na widok człowieka uciekają w panice.
Paweł Kosin wskazuje, że łosie są najbardziej ufne ze wszystkich jeleniowatych. Wynika to z prostej kalkulacji: dorosły samiec potrafi ważyć nawet pół tony, więc doskonale zdaje sobie sprawę ze swoich gabarytów i czuje się bardzo pewnie. Dodatkowo od kilkudziesięciu lat w Polsce na nie się nie poluje, przez co zatraciły naturalny lęk przed ludźmi czy samochodami.
Eksplozja populacji tego gatunku to sukces polskiej ochrony przyrody, choć niesie za sobą podobne, miejskie incydenty. Jeszcze w latach osiemdziesiątych populacja łosia w Polsce była na skraju wyginięcia i wynosiła zaledwie kilkaset sztuk w całym kraju. Dziś, dzięki trwającemu od kilkudziesięciu lat zakazowi polowań, szacuje się ją na ponad trzydzieści tysięcy osobników. W samych Kielcach i okolicach liczba tych zwierząt wzrosła z kilkunastu do około dwustu-trzystu sztuk.
Kiedy urok ustępuje zagrożeniu
Choć widok dostojnego ssaka w środku miasta robi wrażenie, leśnicy ostrzegają przed bagatelizowaniem niebezpieczeństwa. Zwierzę poddane silnemu stresowi może stać się nieobliczalne. Hałas miasta i gromadzący się wokół ludzie wywołują u niego potężny stres, dlatego pod żadnym pozorem nie wolno do niego podchodzić, płoszyć go czy robić sobie z nim zdjęć.
Spotkanie z tak potężnym ssakiem twarzą w twarz wymaga natychmiastowego wycofania się. Jeśli łoś poczuje się osaczony, w obronie własnej może człowieka stratować lub poturbować swoimi potężnymi racicami.
Równie duże zagrożenie łoś stanowi na drodze, gdzie zderzenie z ważącym kilkaset kilogramów ciałem na wysokich nogach kończy się zazwyczaj tragicznie dla pasażerów auta. W przypadku dostrzeżenia go na trasie należy zwolnić, bezpiecznie ominąć zwierzę i włączyć światła awaryjne, by ostrzec innych kierowców. Służby przypominają, że każdy taki przypadek w mieście należy zgłaszać straży miejskiej.
Edyta Olszewska

