Trzy razy radni powiedzieli „nie”, za czwartym razem do głosowania nawet nie doszło. Mimo to prezydent Kielc Agata Wojda nie rezygnuje z planu zaciągnięcia gigantycznego kredytu konsolidacyjnego. Ratusz chce pożyczyć ponad 354 mln zł i spłacać zobowiązanie aż do 2048 roku.
Władze miasta przekonują, że bez kredytu Kielce mogą stracić szanse na kolejne inwestycje. Opozycja nie bez racji odpowiada, że to nie ratunek dla finansów, lecz kosztowne odsuwanie problemu w czasie, za które ostatecznie zapłacą mieszkańcy.
Kwota robi wrażenie: ponad 354 mln zł. Równie wymowna jest data zakończenia spłaty – 2048 rok. Oznacza to, że konsekwencje dzisiejszej decyzji finansowej Kielce odczuwałyby jeszcze przez ponad dwie dekady.
Wojda: albo kredyt, albo zaciskanie pasa
Prezydent Agata Wojda stawia sprawę jasno. Jej zdaniem miasto ma przed sobą dwa scenariusze.
Albo skupimy się na rozłożeniu zadłużenia w czasie, jednocześnie gwarantując sobie pieniądze na rozwój miasta, albo zaciskamy pasa i spłacamy długi naszych poprzedników
– przekonuje prezydent.
Ratusz przedstawia konsolidację jako sposób na uwolnienie możliwości inwestycyjnych Kielc. Władze wskazują m.in. na przedsięwzięcia związane z cyberbezpieczeństwem, remontem ul. Tarnowskiej czy budową podziemnych parkingów wielopoziomowych, które miałyby jednocześnie pełnić funkcję miejsc schronienia.
Wojda ostrzega również, że bez poprawy możliwości finansowych miasta pod znakiem zapytania może stanąć ubieganie się o kolejne zewnętrzne pieniądze.
Bez pożyczki konsolidacyjnej nasze zdolności finansowe będą bardzo ograniczone
– mówi.
Prezydent wskazuje m.in. na planowane nabory dotyczące termomodernizacji placówek oświatowych. Jak podkreśla, Kielce pozyskały już ponad 60 mln zł na modernizację ośmiu szkół i przedszkoli, ale przy obecnej sytuacji finansowej ratusz musi zastanawiać się, czy będzie miał środki pozwalające na realizację następnych projektów.
Radni już trzy razy odrzucili kredyt
Problem w tym, że prezydent nie próbuje przekonać rady do zupełnie nowego rozwiązania. Spór o konsolidację miejskiego zadłużenia trwa od miesięcy. Projekt trzykrotnie nie uzyskał wymaganej większości. Przy czwartej próbie głosowania nie było – na sesji zabrakło kworum, ponieważ nieobecnych było 13 z 25 radnych. Teraz ratusz chce spróbować po raz piąty.
Władze miasta zmniejszyły proponowaną kwotę. Początkowo mowa była o niemal 400 mln zł. Obecnie plan zakłada ponad 354 mln zł, a prezydent przekonuje, że miasto uzyskało także korzystniejszą marżę.
Jest to kilkadziesiąt milionów złotych mniej niż poprzednio. Dodatkowo na jeszcze niższej marży niż kilka miesięcy temu. Jest to wprost odpowiedź na postulaty radnych, a nie obrażanie się na ich argumenty
– przekonuje Wojda.
Tyle że dla opozycji problemem nie jest wyłącznie wysokość kredytu. Chodzi o samą filozofię zarządzania finansami miasta: zamiast ograniczyć zadłużenie, ratusz chce rozłożyć jego spłatę na kolejne lata.
Stępniewski: 100 mln zł więcej odsetek
Najostrzej plan prezydent krytykuje klub Prawa i Sprawiedliwości. Jego przewodniczący Marcin Stępniewski wylicza, że proponowana operacja oznaczałaby dla mieszkańców ogromne dodatkowe koszty.
Kredyt podwyższy odsetki spłacane przez kielczan o około 100 mln zł. Pożyczka konsolidacyjna po kilku latach spowoduje, że indywidualny wskaźnik zadłużenia wynikający z ustawy o finansach publicznych będzie gorszy, niż gdyby do konsolidacji nie doszło. Nie wiem, jak pani prezydent chce przekonać radnych do tego szkodliwego dla kielczan rozwiązania
– mówi Stępniewski.
To jeden z najpoważniejszych zarzutów wobec całej operacji. Konsolidacja może zmniejszyć bieżące obciążenia miasta, ale nie sprawia, że zobowiązania znikają. Są rozciągane w czasie, a dłuższa spłata oznacza koszty odsetkowe. Opozycja zwraca też uwagę, że ratusz ma inne możliwości działania.
Stępniewski przypomina, że część inwestycji została już zapisana w Wieloletniej Prognozie Finansowej, choć samej konsolidacji w niej nie przewidziano. Według radnego prezydent dysponuje ponadto blisko 25 mln zł rezerwy w tegorocznym budżecie, które mogą zostać wykorzystane na inwestycje.
KO broni prezydent. Winą obarcza opozycję
Koalicja Obywatelska, polityczne zaplecze Agaty Wojdy, widzi sprawę zupełnie inaczej. Szef klubu KO Michał Piasecki przekonuje, że kredyt jest potrzebny przede wszystkim po to, aby Kielce mogły korzystać z zewnętrznych dotacji.
Wymienia inwestycje dotyczące bezpieczeństwa, infrastruktury drogowej, ul. Tarnowskiej czy połączenia ulic Witosa i Orkana. Co więcej, odpowiedzialnością za ewentualne niezrealizowanie części przedsięwzięć obarcza przeciwników kredytu.
Kiedy pani prezydent pokazuje, że istnieje możliwość sfinansowania zewnętrznymi dotacjami tak ważnego przedsięwzięcia, to część radnych to blokuje. Jest to granie na szkodę miasta oraz na własny interes polityczny – im gorzej dzieje się w mieście, tym lepiej dla opozycji
– ocenia Piasecki.
W ten sposób spór o kondycję miejskiej kasy coraz mocniej zamienia się w polityczną wojnę o odpowiedzialność za finanse Kielc.
Kredyt do 2048 roku
Agata Wojda przekonuje, że podobne instrumenty finansowe wykorzystują również inne samorządy i rezygnacja z konsolidacji byłaby błędem. Kredytu miało udzielić konsorcjum Banku Gospodarstwa Krajowego, PKO BP i Banku Pekao. Ostatnia rata przypadłaby jednak dopiero na 2048 rok.
I właśnie ta perspektywa jest politycznie najbardziej kłopotliwa dla ratusza. Agata Wojda objęła urząd z zapowiedziami rozwoju miasta, tymczasem jednym z najważniejszych sporów jej kadencji stała się próba rozłożenia setek milionów złotych zobowiązań na następne dwie dekady.
Ratusz tłumaczy, że bez takiej operacji trudno będzie finansować rozwój. Opozycja odpowiada, że rozwoju na kredyt nie można przedstawiać jako uzdrawiania miejskich finansów.
Żaden człowiek nie robi pięć razy tego samego, licząc na inne efekty niż dotychczas
– uważa Maciej Jakubczyk przewodniczący Rady Miasta Kielce.
Robert Bagiński

