Miał sprawdzać, czy w podległej samorządowi instytucji wszystko odbywa się zgodnie z prawem. Teraz sam musi tłumaczyć się przed sądem. Gerard Pedrycz, radny województwa świętokrzyskiego z Koalicji Obywatelskiej, został oskarżony o przekroczenie uprawnień podczas kontroli w Wojewódzkim Ośrodku Medycyny Pracy w Kielcach. Spór dotyczy dokumentów byłego pracownika WOMP, Mariusza G., w których znajdowały się jego dane osobowe. Radny nie przyznaje się do winy i przekonuje, że robił dokładnie to, do czego zobowiązywał go mandat.
Proces Gerarda Pedrycza rozpoczął się przed Sądem Rejonowym w Kielcach. Razem z nim na ławie oskarżonych znalazła się była dyrektor Wojewódzkiego Ośrodka Medycyny Pracy Anna M.
Obojgu prokuratura zarzuca przekroczenie uprawnień. W przypadku radnego chodzi o dostęp do dokumentacji byłego pracownika placówki.
Zaczęło się od kontroli WOMP
Sprawa ma swój początek w 2024 roku. Członkowie komisji rewizyjnej sejmiku województwa rozpoczęli wówczas kontrolę Wojewódzkiego Ośrodka Medycyny Pracy. Chcieli sprawdzić funkcjonowanie placówki i sposób wykonywania powierzonych jej zadań.
Jednym z kontrolujących był Gerard Pedrycz. Pierwszego dnia miał zwrócić się o wykaz osób zatrudnionych w WOMP w poprzednich latach.
Na liście pojawiło się nazwisko Mariusza G. – byłego radnego Prawa i Sprawiedliwości, który później usłyszał zarzuty w śledztwie dotyczącym tzw. afery wizowej.
Pedrycz przyznaje, że interesował się okolicznościami jego zatrudnienia.
Były takie informacje dotyczące wątpliwości co do prawidłowości zatrudnienia go i pracy tam, ale formalnie, w dokumentach, nie było żadnych nieprawidłowości, nie znalazłem
– mówił radny.
Teczka byłego pracownika stała się podstawą zarzutów
Problem pojawił się podczas kolejnej wizyty w placówce. Pedryczowi przedstawiono teczkę zawierającą dokumenty dotyczące Mariusza G.
Według prokuratury radny nie był uprawniony do przetwarzania znajdujących się tam danych osobowych.
Przekroczył swoje uprawnienia i nie dopełnił obowiązku w ten sposób, że nie dysponując zgodą Mariusza G. na przetwarzanie jego danych osobowych, uzyskał dostęp i przetworzył dane byłego pracownika WOMP
– argumentował przed sądem prokurator Marcin Gogacz z Prokuratury Rejonowej Kielce-Zachód.
Radny KO przedstawia zupełnie inną wersję. Nie przyznaje się do zarzucanego czynu i uważa, że dostęp do dokumentów był elementem wykonywania kontroli.
Nie ma tu żadnej, nawet najmniejszej winy. Było to wykonywanie czynności, do których zobowiązuje mnie mandat radnego, czyli sprawdzanie wszelkich doniesień o jakichkolwiek nieprawidłowościach
– przekonuje Pedrycz.
Była dyrektor również oskarżona
Przed sądem odpowiada także Anna M., była dyrektor WOMP. To ona miała umożliwić radnemu dostęp do dokumentacji.
Podczas pierwszej rozprawy kobieta nie przyznała się do winy. Wyjaśniała, że w związku z kontrolą kierownicy zostali poinformowani o konieczności udostępniania kontrolującym potrzebnych informacji.
Wszyscy kierownicy zostali poinformowani i upoważnieni do przekazywania informacji, o które prosił zespół kontrolujący
– zeznała.
Była dyrektor wskazywała również, że za przygotowanie poszczególnych materiałów odpowiadali właściwi pracownicy i kierownicy. Dokumentację Mariusza G. miała przygotować jedna z podwładnych, która – jak zeznała Anna M. – prywatnie była jego dobrą znajomą.
Procedury nie przewidują, że dyrektor zwraca się z każdym zadaniem zleconym do kierownika i nie sprawdza, co ten kierownik powinien przygotować
– tłumaczyła przed sądem.
Kontrola radnego czy przekroczenie uprawnień? Rozstrzygnie sąd
Sednem procesu będzie więc odpowiedź na pytanie, gdzie w tej sprawie przebiegała granica między uprawnieniami kontrolnymi radnego wojewódzkiego a ochroną danych byłego pracownika jednostki.
Prokuratura uważa, że została przekroczona. Pedrycz twierdzi natomiast, że bez dostępu do dokumentów trudno byłoby mówić o rzeczywistym sprawowaniu funkcji kontrolnej przez radnych.
Sprawa będzie kontynuowana. Podczas kolejnej rozprawy sąd ma wysłuchać Gerarda Pedrycza oraz Mariusza G.
O winie oskarżonych sąd jeszcze nie przesądził. W przypadku skazania za zarzucane czyny może im grozić kara do trzech lat pozbawienia wolności.
Robert Bagiński

