Tak wygląda dziś współpraca kieleckiego ratusza z jednym z najważniejszych miejskich przewoźników: zamiast przy stole, strony spotkały się w sądzie. MPK domaga się od Kielc ponad 6 mln zł za utracone korzyści i przekonuje, że miasto naruszyło obowiązującą umowę. Ratusz odpowiada, że pozew nie ma „cienia podstaw”. Wieloletni konflikt wokół komunikacji miejskiej wszedł właśnie w nową fazę, a prezydent Agata Wojda przekonuje, że proces może zakończyć „niepotrzebną dyskusję”. Problem w tym, że spór jest już bardzo konkretny i liczony w milionach złotych.
Miejskie Przedsiębiorstwo Komunikacji i Kielce od dawna nie przypominają partnerów zgodnie układających komunikację w mieście. Teraz konflikt stał się jeszcze poważniejszy. Spółka pozwała miasto, które jest jej mniejszościowym udziałowcem.
Przed Sądem Okręgowym w Kielcach ruszył proces o ponad 6 mln zł.
Trzy linie, 6 milionów i umowa, która nadal obowiązuje
Kością niezgody są linie 13, 23 i 24. MPK twierdzi, że zostały wyłączone z podstawowego kontraktu i przeniesione do umowy rozliczanej według znacznie niższej stawki.
Na skutek przerzucenia linii z kontraktu podstawowego – to były linie 13, 23 i 24 – do tak zwanego kontraktu unijnego, który równolegle obsługiwaliśmy za dużo mniejszą stawkę, wyliczyliśmy ponad 6 milionów złotych utraconych korzyści
– mówi Portalowi Kieleckiemu Jerzy Met, prezes MPK Kielce.
Spółka powołuje się na 10-letnią umowę zawartą w 2018 roku. Jej pełnomocnik Łukasz Misiak przekonywał przed sądem, że miasto nie mogło jednostronnie wyjąć z niej trzech linii i następnie przekazać ich innemu przewoźnikowi.
To właśnie tę kwestię będzie musiał rozstrzygnąć sąd.
Miasto nie odpuszcza. „Nie ma cienia podstaw”
Ratusz odrzuca roszczenia MPK. Pełnomocnik Kielc stwierdził wprost, że nie ma „żadnych podstaw, cienia podstaw”, by takie powództwo kierować przeciwko gminie.
Miasto argumentuje też, że MPK nie wystartowało w przetargu w 2023 roku, który wygrał BP Tour. Grzegorz Dębski, reprezentujący Kielce, przekonywał ponadto, że po zmianach nie doszło do faktycznego uszczuplenia pracy przewozowej wykonywanej przez MPK.
Mamy więc dwie całkowicie różne interpretacje tej samej współpracy. Jedna strona wylicza straty na ponad 6 mln zł, druga twierdzi, że żadnej straty w tym rozumieniu nie było.
Wojda chce zakończyć „niepotrzebną dyskusję”
Szczególnie interesująco brzmi w tej sytuacji komentarz prezydent Kielc Agaty Wojdy.
Ja się w gruncie rzeczy cieszę, że ta sprawa będzie rozstrzygnięta przez sąd, bo być może w tej kwestii zamknie tę niepotrzebną dyskusję i takie budzenie społecznego konfliktu
– powiedziała.
Tyle że trudno już mówić wyłącznie o „dyskusji”. Miejska spółka wystąpiła przeciwko miastu z wielomilionowym roszczeniem, a obie strony potrzebują sądu, żeby rozstrzygnąć, jak należy interpretować zawartą między nimi umowę.
Dla mieszkańców może być to najbardziej zastanawiający element całej historii. Komunikacja miejska jest jednym z podstawowych zadań miasta, a konflikt wokół jej organizacji zamiast wygasać, doczekał się procesu.
Jest jeszcze szansa na ugodę
Sąd już podczas pierwszej rozprawy zasugerował stronom możliwość porozumienia.
Taka ugoda zawsze jest lepsza niż wyrok, powiedzmy sobie uczciwie
– zauważyła sędzia Monika Wieczorek.
MPK takiego rozwiązania nie wyklucza. Jeżeli jednak porozumienia nie będzie, spór będzie trwał dalej. Następną rozprawę wyznaczono na 22 października.
I trudno nie zauważyć paradoksu: gdy Kielce prowadzą kolejny przetarg na obsługę komunikacji miejskiej, jeden z najważniejszych sporów dotyczących dotychczasowej współpracy miasta z MPK rozstrzygany jest właśnie na sali sądowej.
Robert Bagiński

