To nie tak miało wyglądać! Piłkarze Korony Kielce po niezwykle zaciętym boju musieli uznać wyższość Górnika Zabrze. Choć podopieczni Jacka Zielińskiego mieli swoje szanse, by uciszyć trybuny w Zabrzu, ostatecznie jedna chwila nieuwagi przy rzucie rożnym przesądziła o porażce. Rafał Janicki w 71. minucie zadał cios, po którym kielecka ekipa już się nie podniosła.
To był mecz, który kieleccy kibice będą śnić w koszmarach, bo choć „Złocisto-Krwiści” mieli lidera na widelcu, wrócili do domu z niczym.
Słupek, który zatrzymał radość
Mecz w Zabrzu od początku przypominał jazdę z niespodziankami. Gospodarze rzucili się do gardła kieleckiej ekipie, ale to Korona mogła i powinna prowadzić. Slobodan Rubežić huknął sytuacyjnie, a kibice z Kielc już widzieli piłkę w siatce. Niestety, futbolówka obiła słupek od „złej” strony, a na stadionie rozległ się tylko jęk zawodu.
Chwilę później doszło do sytuacji, która przejdzie do historii zmarnowanych okazji tego sezonu. Koroniarze wyszli z kontrą trzech na jednego! Bramka była niemal pusta, obrońcy zostali w tyle, a jednak nasi zawodnicy koncertowo zaprzepaścili tę szansę. Takie błędy na poziomie Ekstraklasy bolą podwójnie.
„Będzie energetycznie” – prorocze słowa spikera
W drugiej połowie Górnik poczuł krew. Podopieczni Michala Gasparika zamknęli Koronę we własnym polu karnym, szukając dziury w całym. Xavier Dziekoński w kieleckiej bramce dwoił się i troił, ale w 71. minucie był bezradny. Po rzucie rożnym najwyżej wyskoczył Rafał Janicki i potężnym uderzeniem głową wpakował piłkę do siatki.
Będzie energetycznie
– zapewniał przed meczem spiker w Zabrzu.
I faktycznie, energia gospodarzy i ich determinacja pozwoliły im dopiąć swego, podczas gdy Korona biła głową w mur.
Desperacka pogoń i… zimny prysznic
Po stracie gola trener Jacek Zieliński postawił wszystko na jedną kartę. Korona rzuciła się do natarcia, a Konrad Matuszewski próbował zaskoczyć golkipera rywali atomowym strzałem. Marcel Łubik pokazał jednak klasę, broniąc dostępu do bramki Zabrzan do samego końca.
Górnik wygrał 1:0 i zrównał się punktami z Lechem Poznań, a Korona musi teraz szukać punktów w starciu z GKS-em Katowice. Jedno jest pewne – w kieleckim „złocisto-krwistym domu” margines błędu właśnie się wyczerpał.
Edyta Olszewska

