Kompletny brak wyobraźni, alkoholowe zamroczenie i o krok od tragedii, która mogła skończyć się żałobą. W miejscowości Stare Kichary 30-letni kierowca Volkswagena urządził sobie na drodze „rosyjską ruletkę”. Efekt? Ponad 3,5 promila w organizmie i czołowe zderzenie, które wysłało do szpitala dwie niewinne osoby.
Jechał prosto na śmierć. Ścięty z nóg, ale za kółkiem
Około godziny 13:00 spokojne popołudnie w gminie Dwikozy przerwał huk gniecionej blachy. 30-latek prowadzący Volkswagena nie miał najmniejszej kontroli nad pojazdem. Jak wykazało późniejsze badanie, mężczyzna był w stanie skrajnego upojenia – poziom alkoholu w jego krwi przekroczył 3,5 promila. Przy takim stężeniu większość ludzi traci przytomność, on jednak postanowił odpalić silnik.
Mężczyzna zjechał na przeciwległy pas ruchu i zderzył się czołowo z prawidłowo jadącym Fordem
– informuje asp. Iwona Paluch, oficer prasowy KPP w Sandomierzu.
Niewinni ucierpieli przez pijaka
Za kierownicą Forda siedziała 39-letnia kobieta. Nie miała szans, by uniknąć uderzenia nadjeżdżającego z naprzeciwka pocisku. Wraz z nią podróżował 78-letni mężczyzna. Oboje – poturbowani i ranni – zostali błyskawicznie przewiezieni do szpitala. Ich życie zostało wystawione na próbę przez kogoś, kto za nic ma prawo i ludzkie bezpieczeństwo.
Sandomierskie drogi spłynęły krwią przez bezmyślność
Kiedy w końcu skończy się era przyzwolenia na jazdę „po kieliszku”? 30-letni sprawca prawdopodobnie na lata pożegna się z prawem jazdy, a za kratkami będzie miał sporo czasu, by przemyśleć swój wyczyn. Pytanie tylko, czy to ukoi ból poszkodowanych, którzy znaleźli się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwym czasie.
Marta Grasegger

