Polacy mogą mieć powody do ostrożnego optymizmu. Ceny produktów codziennego użytku w sklepach rosną znacznie wolniej niż jeszcze kilka miesięcy temu. Jak wynika z danych przedstawionych przez Forsal.pl, w lipcu wzrost cen wyniósł średnio 1,9 proc. rok do roku. Eksperci podkreślają jednak, że nie musi to oznaczać końca podwyżek.
Ceny rosną najwolniej od miesięcy
Forsal.pl informuje, powołując się na badanie UCE Research i Uniwersytetu WSB Merito, że w lipcu ceny żywności, napojów oraz innych produktów codziennego użytku zwiększyły się średnio o 1,9 proc. w porównaniu z lipcem ubiegłego roku.
To wyraźne wyhamowanie tempa wzrostu. W czerwcu ceny były wyższe o 2,7 proc., natomiast w maju wzrost wynosił 3,4 proc.
Jeszcze lepiej wygląda sytuacja w przypadku samej żywności. Według danych przytoczonych przez Forsal.pl jej ceny w lipcu wzrosły średnio o 1,2 proc. rok do roku. W czerwcu było to 1,9 proc., a w maju 2,4 proc.
Eksperci studzą optymizm
Choć dane wyglądają korzystnie, eksperci nie zalecają jeszcze ogłaszania końca drożyzny. Jak wskazuje Forsal.pl, dr Marek Szymański z Uniwersytetu WSB Merito ocenia, że lipcowy wynik może być wyjątkowo niski i nie należy zakładać, że podobna sytuacja utrzyma się przez kolejne miesiące.
Na przyszłe ceny wpływać może między innymi ilość pieniądza znajdującego się w gospodarce oraz sytuacja na rynku surowców i energii.
Paliwa mogą ponownie podbić ceny
Istotnym zagrożeniem pozostają także ceny paliw. Forsal.pl zwraca uwagę na stanowisko dr Justyny Rybackiej z Uniwersytetu WSB Merito, która wskazuje, że wzrost cen paliw po wygaśnięciu rządowego pakietu CPN może przełożyć się na wyższe koszty transportu i logistyki.
To z kolei może wpłynąć na ceny produktów znajdujących się na sklepowych półkach. Droższy transport oznacza bowiem większe wydatki przedsiębiorstw, które w części mogą zostać przeniesione na konsumentów.
Inflacja GUS wygląda inaczej
Dane dotyczące cen w sklepach różnią się od oficjalnych danych o inflacji. Jak przypomina Forsal.pl, szybki szacunek GUS wskazywał, że inflacja konsumencka wzrosła z 2,5 proc. w czerwcu do 3 proc. w lipcu.
Różnica wynika przede wszystkim z odmiennego sposobu konstruowania koszyka. GUS bierze pod uwagę znacznie więcej kategorii wydatków, w tym między innymi usługi, energię oraz materiały budowlane.
Badanie objęło tysiące sklepów
Analiza, o której informuje Forsal.pl, została przygotowana na podstawie danych UCE Research i Uniwersytetu WSB Merito. Badacze przeanalizowali ponad 103 tys. cen 100 najczęściej kupowanych produktów codziennego użytku.
Dane pochodziły z ponad 47,3 tys. sklepów należących do 64 sieci handlowych. W badaniu uwzględniono między innymi dyskonty, supermarkety, hipermarkety, sklepy convenience oraz sieci cash&carry.
To jeszcze nie koniec zmian
Lipcowe dane są dla konsumentów dobrą wiadomością, ale trudno na ich podstawie przesądzać, jak będą wyglądały ceny w kolejnych miesiącach. Z jednej strony sklepy korzystają z niższych kosztów produkcji części produktów, z drugiej na rynek mogą oddziaływać droższe paliwa, transport i niepewna sytuacja geopolityczna.
Jak wynika z informacji przedstawionych przez Forsal.pl, obecne spowolnienie wzrostu cen może więc okazać się jedynie czasową ulgą. Dla klientów najważniejsze będzie to, czy trend utrzyma się także jesienią.

