Najpierw Maciej Bursztein, później Dariusz Gacek, teraz Monika Kowalczyk. Wokół kieleckiej Rady Miasta po raz kolejny pojawiają się wątpliwości dotyczące mandatu jednego z radnych. Wojewoda świętokrzyski zażądał wyjaśnień w sprawie Moniki Kowalczyk i jej działalności związanej z nieruchomością, w której udziały ma miasto. Jeśli okaże się, że doszło do naruszenia ustawowego zakazu korzystania z mienia komunalnego w działalności gospodarczej, konsekwencją może być nawet utrata mandatu.
Sama radna odpiera zarzuty i mówi wprost o „nagonce politycznej”. Co więcej, wskazuje na swoje dawne środowisko – Koalicję Obywatelską.
Do wojewody świętokrzyskiego oraz Urzędu Miasta Kielce wpłynęło pismo osoby prywatnej wskazujące na możliwość naruszenia przez radną przepisów regulujących wykonywanie mandatu. Wojewoda nie przesądza, czy prawo zostało złamane. Zażądał jednak od Rady Miasta wyjaśnień.
Chodzi o korzystanie w działalności gospodarczej z majątku komunalnego. W związku z tym, że kwestia ewentualnego wygaszenia mandatu jest kompetencją Rady Miasta, wojewoda poprosił o wyjaśnienie tej sprawy kielecką Radę Miasta
– informuje Łukasz Mucha, dyrektor Biura Wojewody.
Miasto ma udziały. Radna zarządza nieruchomością
W centrum sprawy znalazł się blok przy ul. Lecha w Kielcach. Monika Kowalczyk administruje i zarządza jego częściami wspólnymi. Sęk w tym, że 23,9 proc. udziałów w nieruchomości należy do gminy Kielce.
Samorząd ponosi więc część kosztów utrzymania nieruchomości. Jak informuje zastępca dyrektora Miejskiego Zarządu Budynków Mateusz Rymarczyk, jest to około 11 tys. zł rocznie. W tej kwocie około 2,6 tys. zł stanowi wynagrodzenie zarządcy.
I właśnie ten układ stał się przedmiotem zainteresowania wojewody. Kowalczyk przekonuje jednak, że w sensie prawnym sytuacja wygląda inaczej, niż mogłoby się wydawać.
Nie gospodaruję mieniem gminy. Mieniem gminy gospodaruje MZB. Ja gospodaruję i tak naprawdę zarządzam częściami wspólnymi nieruchomości. To są dwie różne rzeczy. Ja nie zarządzam mieszkaniami
– tłumaczy.
Radna zapewnia również, że dysponuje opinią prawną przemawiającą na jej korzyść, a sama kwestia miała być analizowana już podczas poprzedniej kadencji samorządu.
Przewodniczący rady już wie, co odpowie wojewodzie?
Co ciekawe, zanim sprawa została ostatecznie wyjaśniona, mocno po stronie Kowalczyk opowiedział się przewodniczący Rady Miasta Maciej Jakubczyk. Jego zdaniem nie ma podstaw do uruchamiania procedury prowadzącej do odebrania radnej mandatu.
Najprawdopodobniej moja odpowiedź będzie taka, że ta sprawa nie będzie głosowana przez radnych, ponieważ brak jest jakichkolwiek przesłanek
– zapowiada Jakubczyk.
Przewodniczący powołuje się przy tym na prywatną opinię prawną i sygnalizuje wątpliwości wobec stanowiska miejskich prawników.
Sprawa może jednak nie zakończyć się na odpowiedzi rady. Jeśli wojewoda uzna, że zachodzą przesłanki do wygaszenia mandatu, a samorząd nie podejmie odpowiedniej uchwały, może wkroczyć organ nadzoru.
Kowalczyk wskazuje na KO. „To jest bardzo mocno polityczne”
Do kwestii prawnych dochodzi jeszcze znacznie ciekawszy politycznie wątek.
Monika Kowalczyk uważa, że zainteresowanie jej działalnością nie jest przypadkowe. Radna opuściła klub Koalicji Obywatelskiej, a w ostatnim czasie nie zawsze głosuje tak, jak chciałyby władze miasta. Nie poparła m.in. forsowanego przez prezydent Agatę Wojdę kredytu konsolidacyjnego dla Kielc. Przy bardzo kruchym układzie sił w radzie głos każdego z radnych niezrzeszonych może mieć ogromne znaczenie.
Kowalczyk sama łączy te fakty.
To jest bardzo mocno polityczne. Kto to motywuje? Niestety mam wrażenie, że jest to Koalicja Obywatelska, z której klubu wyszłam
– mówi radna.
To poważne oskarżenie pod adresem jej byłego środowiska politycznego, choć na tym etapie radna nie przedstawiła dowodów potwierdzających, że KO stoi za pismem, które uruchomiło procedurę.
Szef klubu Koalicji Obywatelskiej Michał Piasecki zdecydowanie odrzuca sugestie Kowalczyk.
Jestem tak samo zaskoczony. Trochę to brzmi jak powiedzenie, że cokolwiek się dzieje, to wina Tuska
– komentuje.
Wojda potrzebuje głosów. W radzie trwa walka o większość
Sprawa pojawia się w szczególnie gorącym momencie. W kieleckiej Radzie Miasta trwa polityczna walka o głosy, a prezydent Agata Wojda nie dysponuje komfortową większością pozwalającą bez problemu przeprowadzać najważniejsze projekty. Najlepszym przykładem jest kredyt konsolidacyjny w wysokości ponad 354 mln zł. Ratusz chce ponownie poddać go pod głosowanie, mimo że wcześniejsze próby zakończyły się niepowodzeniem.
W takim układzie radni niezrzeszeni stają się języczkiem u wagi. Monika Kowalczyk jest jedną z osób, których decyzje mogą przesądzać o powodzeniu lub porażce projektów prezydent. To właśnie dlatego sprawa jej mandatu natychmiast nabrała politycznego znaczenia wykraczającego daleko poza zarządzanie jednym budynkiem przy ul. Lecha.
W Kielcach to już kolejna taka historia
Dodatkowego smaczku dodaje fakt, że nazwisko Kowalczyk nie jest pierwszym, które w tej kadencji pojawia się w kontekście możliwego wygaszenia mandatu. Wcześniej procedura dotyczyła Macieja Burszteina, jednak nie doprowadziła do odebrania mu mandatu. Obecnie podobne postępowanie toczy się w sprawie Dariusza Gacka.
Teraz dochodzi trzeci przypadek.
Politolog dr Agnieszka Zaremba w rozmowie z lokalną telewizją zwraca uwagę, że wraz ze zbliżającą się kampanią wyborczą temperatura podobnych sporów może tylko rosnąć.
Obu stronom zależy, żeby w Radzie Miasta mieć silny głos. Stąd obserwujemy takie sytuacje. Wbrew pozorom, pomimo że jest mało czasu, wszyscy będą się starać przeciągać radnych na swoją stronę
– ocenia.
Czy Monika Kowalczyk rzeczywiście naruszyła przepisy, na razie nie wiadomo. Samo wszczęcie procedury wyjaśniającej nie oznacza automatycznie utraty mandatu, a radna zdecydowanie kwestionuje stawiane jej zarzuty.
Jedno jest natomiast pewne: w kieleckiej Radzie Miasta znów więcej mówi się o problemach z mandatami i politycznej wojnie niż o stabilnej większości zdolnej do spokojnego zarządzania miastem.
Rada Miasta ma czas na udzielenie odpowiedzi wojewodzie do 7 września.
Robert Bagiński

