To była prawdziwa furiacka reakcja na pucharową wpadkę. Szczypiorniści Industrii Kielce wjechali w fazę play-off Orlen Superligi jak taran, nie zostawiając suchej nitki na Netland MKS-ie Kalisz. Mimo braku liderów na parkiecie i samego Tałanta Dujszebajewa na ławce, kielecka maszyna zmiażdżyła rywali 37:21.
Krzysztof Lijewski, który przejął stery w zastępstwie chorego trenera, może być dumny, bo jego ekipa urządziła w Wielkopolsce pokaz siły, który zamknął usta niedowiarkom.
Kielecki walec bez litości
Już od pierwszego gwizdka w Kaliszu pachniało sensacją… ale tylko w kategorii rozmiarów zwycięstwa gości. Industria, choć bez kontuzjowanych Alexa Dujszebajewa i Piotra Jędraszczyka, ruszyła do ataku z furią, o jakiej marzą kibice w Hali Legionów.
Po dziesięciu minutach na tablicy widniało miażdżące 8:2. Choć gospodarze próbowali kąsać, a ich bramkarze – Wyszomirski i Szczecina – robili, co mogli, kielczanie kontrolowali mecz jak profesorowie, schodząc na przerwę z bezpiecznym pięciobramkowym zapasem.
Klemen Ferlin zamurował bramkę
Prawdziwy pogrom zaczął się jednak po zmianie stron. MKS Kalisz przez moment próbował jeszcze „podpalić” mecz, zmniejszając straty do czterech trafień, ale wtedy do akcji wkroczył Klemen Ferlin. Słoweniec w bramce Industrii wyprawiał rzeczy niemożliwe, broniąc rzut karny i notując aż 11 interwencji w samej drugiej połowie.
W tym czasie kaliszanie seryjnie popełniali błędy, a „Żółto-Biało-Niebiescy” odjechali im w mgnieniu oka. Ostatni kwadrans to już nie był mecz, to była egzekucja – Iskra rzuciła w tym czasie 11 bramek, pozwalając rywalom na zaledwie cztery „oczka”.
Krzysztof Lijewski: drużyna wstała z kolan!
Zastępujący chorego Tałanta Dujszebajewa Krzysztof Lijewski nie krył satysfakcji po meczu. Podkreślał, że to była jedyna słuszna odpowiedź na bolesną porażkę w półfinale Pucharu Polski.
Drużyna wstała z kolan. Mecz od początku potoczył się pod nasze dyktando. Gospodarze mieli problem z przedostawaniem się na szósty metr, dlatego oddawali rzuty z drugiej linii, z którymi radził sobie Adam Morawski i obrońcy
– ocenił Lijewski w pomeczowym komentarzu.
Szkoleniowiec przyznał, że choć w pierwszej połowie zdarzyły się przestoje, to po przerwie kielczanie „podkręcili tempo”, co zaowocowało astronomiczną przewagą. Rewanż w sobotę w Kielcach wydaje się już tylko formalnością, ale Iskra nie zamierza zwalniać tempa!
Piotr Zych

