Koncert, demolka, a na koniec pełna kontrola. Piłkarze ręczni Industrii Kielce postawili potężny krok w kierunku odzyskania korony mistrza Polski, wygrywając w jaskini lwa pierwszy mecz finałowy ORLEN Superligi. Kielczanie dosłownie rozszarpali Orlen Wisłę Płock na jej własnym parkiecie 30:25 (19:11).
W kociołku Orlen Areny iskrzyło od pierwszej minuty, polała się krew, posypały się czerwone kartki, a żółto-biało-niebiescy pokazali rywalom, kto tu rządzi. Tytuł jest już na wyciągnięcie ręki.
Wisła rzucona na kolana!
Początek hitu sezonu zwiastował tradycyjny horror, bo Płocczanie szybko odskoczyli na 2:0. Odpowiedź Industrii była jednak piorunująca – zabójcza seria doprowadziła do wyniku 6:3, a chwilę później gospodarze przeżyli dramat. Po ostrym zderzeniu z parkietu z grymasem bólu znoszony był Przemysław Krajewski. Ta sytuacja totalnie podcięła Nafciarzom skrzydła.
Kielczanie bezlitośnie wykorzystywali każdy błąd, a mur obronny dowodzony przez kieleckich defensorów był dla rozgrywających Wisły nie do przejścia. Prawdziwa eksplozja emocji nastąpiła w 22. minucie spotkania. Abel Serdio brutalnie sfaulował Piotra Jędraszczyka. Zawodnik Industrii bezwładnie padł na parkiet, a sędziowie bez wahania wyciągnęli czerwoną kartkę, wyrzucając zawodnika Wisły z boiska! Osłabiony Płock nie miał argumentów. Podopieczni Krzysztofa Lijewskiego do przerwy prowadzili aż 19:11, grając w ofensywie totalny kosmos.
Zaczarowana pięciobramkowa bariera i wielki powrót Alilovicia
Druga połowa zaczęła się od pogromu i prowadzenia Industrii różnicą aż dziesięciu trafień (21:11). Wtedy jednak w szeregi kielczan wkradło się zbytnie rozluźnienie, co błyskawicznie wykorzystali gospodarze. Sygnał do odrabiania strat dał Melvyn Richardson, a gdy do bramki Wisły wszedł bezbłędny Mirko Alilović, przewaga Industrii stopniała do pięciu bramek (21:15).
Widząc, że wygrana zaczyna wymykać się z rąk, trener Krzysztof Lijewski w 43. minucie natychmiast poprosił o czas, by ostudzić głowy swoich graczy. Reprymenda podziałała. Choć Wisła dwoiła się i troiła, bariera pięciu bramek okazała się dla nich zaczarowana. W decydujących momentach koszmarne błędy w ataku popełnili Dawid Dawydzik i Michał Daszek, rzucając prosto w kieleckiego bramkarza. Industria przetrwała kryzys i dowiozła arcyważne zwycięstwo 30:25 do końcowej syreny.
Lijewski ostrzega przed rewanżem!
W rywalizacji do dwóch zwycięstw Industria prowadzi 1:0 i ma piłkę meczową. Kolejne starcie gigantów już w niedzielę, 31 maja o godzinie 12:30 w kieleckiej Hali Legionów. Mimo kapitalnej zaliczki, w kieleckim obozie nikt jeszcze nie wiesza złotych medali na szyi.
Zrobiliśmy pierwszy krok, ale w gruncie rzeczy żaden. Jak to mówił były trener Houston Rockets Rudy Tomjanovich, nigdy nie wolno lekceważyć serca mistrza. Dopóki Orlen Wisła Płock jest mistrzem Polski, to jest faworytem. Ja nie jestem hurraoptymistą, bo brakuje jeszcze jednego kroku. Jestem dumny z postawy moich zawodników, bo wytrzymali dużo twardej walki, ale była ona w granicach sportowej rywalizacji. Wierzę w swoich zawodników, wierzę, że są w stanie nawiązać walkę z najlepszymi zespołami, a Wisła należy do najlepszych zespołów w Europie
– tonował nastroje na pomeczowej konferencji trener Krzysztof Lijewski.
W podobnym tonie wypowiadał się skrzydłowy Piotr Jarosiewicz.
Spodziewam się, że drugi mecz będzie dużo trudniejszy. Przygotujemy się do tego bardzo dobrze, by zagrać go lepiej. Wierzę, że wygramy w Kielcach
– powiedział.
Marta Grasegger

