Trudno o bardziej nierozsądne zachowanie. 44-latek przyjechał samochodem pod komisariat w Małogoszczu, żeby sprawdzić na alkomacie, czy może prowadzić. Urządzenie pokazało 0,8 promila alkoholu. Mężczyzna poznał wynik, wyszedł z budynku i… chciał odjechać.
Co gorsza, w samochodzie czekało m.in. 6-letnie dziecko. Plany kierowcy pokrzyżowały dwie policjantki.
Przyjechał pod komisariat i sam się zbadał
Do zdarzenia doszło w Małogoszczu. 44-letni mężczyzna pojawił się w miejscowym komisariacie, aby skorzystać z alkomatu. Chciał sprawdzić, czy po wcześniejszym spożyciu alkoholu może już bezpiecznie prowadzić samochód.
Odpowiedź urządzenia nie pozostawiała większych wątpliwości. Wynik badania był pozytywny.
Mężczyzna podszedł do alkomatu, zbadał się i okazało się, że wynik jest pozytywny. Jak gdyby nigdy nic wyszedł z komisariatu i chciał odjechać
– relacjonuje Portalowi Kieleckiemu mł. insp. Kamil Tokarski, rzecznik prasowy Komendy Wojewódzkiej Policji w Kielcach.
Alkomat pokazał 0,8 promila. Mimo to ruszył w stronę auta
Na tym historia mogłaby się zakończyć, gdyby 44-latek po zobaczeniu wyniku zrezygnował z dalszej jazdy. Stało się jednak inaczej.
Mężczyzna wyszedł z komisariatu i skierował się do samochodu. Chciał ponownie usiąść za kierownicą. Jego zachowanie zauważyły dwie policjantki. Funkcjonariuszki zareagowały, zanim kierowca zdążył odjechać. Kolejne badanie wykazało, że 44-latek miał 0,8 promila alkoholu.
W samochodzie czekało 6-letnie dziecko
Sytuacja okazała się jeszcze poważniejsza, gdy policjantki sprawdziły, kto znajdował się w samochodzie. W aucie przebywała 42-letnia kobieta oraz 6-letnie dziecko.
Na jaw wyszedł także kolejny problem. Samochód, którym przyjechał mężczyzna, nie miał aktualnych badań technicznych. 44-latek ostatecznie nie odjechał sprzed komisariatu.
Teraz 44-latkiem zajmie się sąd
Sprawa znajdzie finał w sądzie. Prowadzenie pojazdu przy stężeniu alkoholu przekraczającym 0,5 promila jest w Polsce przestępstwem. Mężczyźnie może grozić m.in. zakaz prowadzenia pojazdów oraz kara do trzech lat pozbawienia wolności.
W tej historii najbardziej zaskakuje jednak kolejność wydarzeń. 44-latek sam przyjechał na policję, sam sprawdził swoją trzeźwość i dostał jednoznaczny wynik. Mimo to zamierzał ponownie usiąść za kierownicą – i to samochodu, w którym znajdowało się 6-letnie dziecko.
Robert Bagiński

