Najpierw słychać silniki, później gwałtowne przyspieszanie. Wieczorne spotkania fanów mocnych samochodów w Kielcach potrafią przerodzić się w niebezpieczne popisy na publicznych drogach. Problem jest na tyle widoczny, że od początku roku mieszkańcy regionu setki razy zaznaczali na policyjnej mapie miejsca, w których miało dochodzić do nielegalnych rajdów.
Funkcjonariusze wskazują też konkretne ulice w Kielcach i przypominają: od tego roku udział w nielegalnym wyścigu może skończyć się nawet pięcioma latami więzienia.
Szybkie samochody spotykają się po zmroku
Dla jednych motoryzacyjna pasja, dla innych hałas i strach, że w końcu wydarzy się tragedia. W Kielcach wciąż dochodzi do spotkań kierowców, podczas których nie zawsze kończy się na oglądaniu samochodów i rozmowach o motoryzacji.
Mieszkańcy zwracają uwagę na nocne popisy kierowców. Wśród miejsc kojarzonych z takimi zdarzeniami są okolice Uniwersytetu Jana Kochanowskiego, ale także ulice Olszewskiego, Szajnowicza, Radomska i Niska.
Szczególnie groźnie robi się, gdy kierowcy zaczynają sprawdzać możliwości swoich samochodów na drodze, którą mogą poruszać się również przypadkowi uczestnicy ruchu. Przy takich spotkaniach pojawiają się ponadto widzowie. Nie ma barierek, stref bezpieczeństwa ani zabezpieczeń znanych z profesjonalnych zawodów.
Jest za to prędkość i ryzyko, że jeden błąd wystarczy do tragedii.
Mieszkańcy chwytają za telefony. Setki sygnałów
Jak często pojawiają się informacje o podobnych zdarzeniach? Ciekawe dane przynosi Krajowa Mapa Zagrożeń Bezpieczeństwa.
Do 17 sierpnia mieszkańcy województwa dokonali 567 zgłoszeń w kategorii „Nielegalne rajdy samochodowe”.
Liczby wymagają jednak wyjaśnienia. Zdecydowana większość sygnałów nie oznacza potwierdzonego przez policję wyścigu. 450 zgłoszeń zweryfikowano negatywnie, a blisko sto okazało się pomyłkami. Trzy przypadki zostały potwierdzone i wyeliminowane. Kolejnych 17 było w trakcie sprawdzania.
Policyjna mapa pokazuje więc przede wszystkim skalę sygnałów napływających od mieszkańców, a nie liczbę rzeczywiście stwierdzonych nielegalnych wyścigów.
Za kierownicą bez prawa jazdy. Zdarzają się też pijani i odurzeni
Kiedy na motoryzacyjnym spotkaniu pojawiają się policjanci, sama prędkość nie zawsze okazuje się jedynym problemem.
Kontrole ujawniają samochody w złym stanie technicznym. Funkcjonariusze zatrzymują również osoby, które w ogóle nie powinny siedzieć za kierownicą, bo nie mają wymaganych uprawnień.
Zdarzają się jeszcze poważniejsze przypadki – kierujący pod wpływem alkoholu lub narkotyków.
To właśnie dlatego policja wyraźnie oddziela legalne spotkanie pasjonatów motoryzacji od ścigania się po publicznych drogach.
Pięć lat więzienia za uliczny wyścig
Od tego roku ryzyko dla uczestników nie kończy się na mandacie czy utracie prawa jazdy. Przepisy wprost odnoszą się do nielegalnych wyścigów.
Zarówno organizowanie, jak i prowadzenie takiego wyścigu stanowi przestępstwo i oczywiście kierujący, który w nim uczestniczy, jest sprawcą przestępstwa. Grozi za nie od trzech miesięcy do pięciu lat pozbawienia wolności
– wyjaśnia podkom. Maciej Ślusarczyk z zespołu prasowego świętokrzyskiej policji.
Funkcjonariusz ma dla właścicieli szybkich samochodów prostą radę: możliwości auta można sprawdzić, ale nie między zwykłymi uczestnikami ruchu.
Jeżeli ktoś jest pasjonatem motoryzacji i jest w stanie kupić sobie naprawdę szybki samochód, to wystarczy dołożyć jakąś sumę i pojeździć na profesjonalnym torze wyścigowym. Nigdy na ulicy
– podkreśla policjant.
R.B.

