Żółty, niebieski – i Maciejowi Jakubczykowi wszystko zaczęło się układać. Przewodniczący Rady Miasta Kielce zobaczył na jezdni „flagę Ukrainy”, odpalił kamerę i ruszył z ostrą tyradą. Pytał, „jaki kretyn to namalował”, mówił o prowokowaniu antyukraińskich nastrojów i zaatakował prezydent Agatę Wojdę.
Problem w tym, że polityczne śledztwo zakończyło się, zanim na dobre się zaczęło. Rzekoma flaga okazała się niedokończonym oznakowaniem drogowym. Miała być kompromitacja ratusza, a wyszła całkiem efektowna wpadka przewodniczącego.
Dwa kolory wystarczyły
Antyukraińskie nastroje w Polsce wyraźnie się nasiliły. Trudno się temu szczególnie dziwić, gdy od miesięcy trwa dyskusja o skali pomocy, świadczeniach dla Ukraińców czy decyzjach władz, które przez część Polaków odbierane są jako stawianie obywateli Ukrainy w uprzywilejowanej pozycji.
Także w Kielcach politykę prezydent Agaty Wojdy wobec Ukraińców można krytykować i rozliczać. Problem zaczyna się jednak wtedy, gdy emocje wyprzedzają fakty. Przekonał się o tym przewodniczący Rady Miasta Maciej Jakubczyk.
Na jednym z miejsc postojowych zauważył żółto-niebieskie malowanie. Skojarzenie było błyskawiczne: ukraińska flaga. Jakubczyk wyjął telefon i nagrał materiał, w którym nie szczędził mocnych słów osobom odpowiedzialnym za organizację ruchu.
„Jaki kretyn to namalował?”
Przewodniczący nie zastanawiał się długo nad tym, co właściwie widzi i postanowił nagrać filmik, który następnie umieścił w mediach społecznościowych. Zaczął rozważać, czy „flaga” ma pomagać Ukraińcom, czy może wręcz przeciwnie – prowokować skierowaną przeciwko nim niechęć.
Trzeba zadać sobie pytanie, jaki kretyn to namalował. Czemu to miało służyć? Miało to służyć wzbudzeniu publicznej nagonki na Ukrainę, ponieważ zaraz ktoś tutaj coś domaluje, czy miało służyć Ukraińcom, bo ich flaga będzie zaraz osrana przez gołębie albo rozjeżdżona przez samochody
– mówił Jakubczyk.
Na tym nie poprzestał.
Czy naprawdę ludzie w tym mieście, którzy odpowiadają za organizację ruchu, działają bez jednej szarej komórki? Przecież to jest obraza dla każdego, nieważne czy jesteś za Ukrainą, czy jesteś antyukraiński. Tutaj udało nam się osiągnąć poziom zdenerwowania obustronny
– grzmiał przewodniczący.
Filmowi towarzyszył wpis skierowany bezpośrednio do prezydent Kielc.
Agata Wojda, to kolejny z Twoich genialnych pomysłów na Kielce? I promocję Miasta?
– napisał Jakubczyk.
Mocne. Tyle że chwilę później cała konstrukcja zaczęła się sypać.
Flagi nie było. Był niedokończony znak
Internauci zaczęli zwracać Jakubczykowi uwagę na szczegół, którego najwyraźniej nie sprawdził przed uruchomieniem kamery. Żółto-niebieskie malowanie nie było ukraińską flagą. To niedokończone oznakowanie drogowe.
I nagle wszystkie pytania o prowokację, nagonkę na Ukrainę, gołębie oraz obrażanie jednej czy drugiej strony straciły sens. Przewodniczący Rady Miasta zdążył natomiast publicznie zapytać, „jaki kretyn” odpowiada za malowanie i czy urzędnicy mają choć „jedną szarą komórkę”. Wystarczyłoby wcześniej ustalić, co właściwie jest malowane na jezdni.
Zrobiło się gorąco. Komentarze zablokowane
Historia dostała jeszcze jeden interesujący epilog. Pod wpisem zaczęły pojawiać się komentarze, po czym Jakubczyk wyłączył możliwość dalszego komentowania. Sam przewodniczący przekonuje, że przyczyną nie były uwagi dotyczące jego pomyłki. W edycji wpisu napisał o dużej liczbie wulgaryzmów ze strony członków KO oraz zarzucił pracownikom Biura Mobilności i ZTM tworzenie fałszywych kont.
Ilość wulgaryzmów pisana przez członków KO z całej Polski była tak duża, a ilość fejk kont tworzonych przez pracowników Biura Mobilności i ZTM tak szybko przybywała, że blokuję komentowanie
– napisał.
Zapowiedział również powrót do tematu Biura Mobilności podczas sesji Rady Miasta. Zarzut dotyczący tworzenia fałszywych kont przez pracowników miejskich jednostek jest już jednak poważną sprawą. Jeżeli Jakubczyk dysponuje dowodami, powinien je przedstawić.
Chciał uderzyć w Wojdę. Trafił w siebie
Cała historia byłaby jedynie zabawną internetową pomyłką, gdyby jej autorem nie był przewodniczący Rady Miasta. Maciej Jakubczyk ma pełne prawo ostro krytykować Agatę Wojdę. Ma prawo rozliczać Biuro Mobilności, ZTM i politykę władz Kielc. Może również krytykować podejście polskich władz do Ukrainy.
Od przewodniczącego rady można jednak wymagać jednej rzeczy: zanim publicznie zacznie nazywać kogoś „kretynem”, powinien sprawdzić fakty. Tym razem wystarczyły dwa kolory farby, by powstała cała polityczna opowieść. Antyukraińskie emocje można politycznie zagospodarowywać. Gorzej, gdy zaczynają działać jak filtr, przez który ukraińską flagę widać nawet w niedokończonym znaku na asfalcie.
Jakubczyk chciał urządzić publiczne grillowanie ratuszowi. Tym razem sam położył się na ruszcie.
Robert Bagiński

