To był dramatyczny poranek dla mieszkańców ulicy Domaszowskiej w Kielcach. Rano ciszę przerwały syreny pięciu zastępów straży pożarnej, które ruszyły na ratunek płonącemu domowi jednorodzinnemu. Choć strażacy pojawili się na miejscu błyskawicznie, sytuacja była krytyczna, bo właściciel nieruchomości, widząc szalejący żywioł, podjął desperacką i, jak się później okazało, tragiczną w skutkach próbę samodzielnego opanowania ognia.
Zgłoszenie o pożarze wpłynęło do kieleckich służb dokładnie o 6:40. Jak przekazała Portalowi Kieleckiemu mł. asp. Beata Gizowska, oficer prasowy Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w Kielcach, sytuacja na miejscu wymagała natychmiastowego wsparcia medycznego.
Właściciel domu, który rzucił się do walki z żywiołem, odniósł obrażenia i prosto z miejsca zdarzenia został przetransportowany przez Zespół Ratownictwa Medycznego do szpitala.
Sytuacja opanowana, ale trwa dogaszanie
Dzięki sprawnej akcji kieleckich strażaków, ogień udało się stosunkowo szybko opanować, zapobiegając jego rozprzestrzenieniu na sąsiednie budynki.
Nie oznaczało to jednak końca pracy służb. Przez kolejne godziny ratownicy prowadzili uciążliwe prace rozbiórkowe elementów konstrukcji oraz żmudne dogaszanie ukrytych zarzewi ognia, które mogłyby doprowadzić do ponownego zapłonu.
Co było przyczyną tragedii?
Na ten moment ulica Domaszowska powoli wraca do normalnego funkcjonowania, jednak straty materialne są znaczne. Śledczy oraz biegli z zakresu pożarnictwa dopiero rozpoczną pracę na pogorzelisku.
Jak poinformowała nas mł. asp. Beata Gizowska, dokładna przyczyna wybuchu ognia będzie ustalana w późniejszym terminie, po całkowitym zabezpieczeniu miejsca zdarzenia. Strażacy apelują o rozwagę i przypominają, że w przypadku pożaru najważniejsze jest bezpieczeństwo własne.
Piotr Zych

