To ma być nowoczesna przystań dla tych, którzy walczą najdzielniej, choć są najsłabsi. Plan budowy stacjonarnego hospicjum dla dzieci przy ulicy Cedzyńskiej w Kielcach wywołuje jednak niespodziewany opór. Część mieszkańców okolicznych szeregowców mówi „nie”, argumentując swój sprzeciw obawą o ład przestrzenny. Czy w starciu z urzędniczymi paragrafami i lękiem sąsiadów wygra empatia?
Potrzeba budowy nowej placówki nie jest kwestią wyboru, lecz dramatycznej konieczności. Obecnie w stolicy regionu dzieci mogą korzystać jedynie z dwóch sal wydzielonych w hospicjum dla dorosłych. To zaledwie pięć miejsc na całe województwo. Dla wielu rodzin oznacza to konieczność szukania pomocy setki kilometrów od domu.
„Proszę, byśmy się zjednoczyli, a nie dzielili”
Wstrząsającą historię opowiedziała w regionalnej telewizji Żaneta Rugor, mama Amelki, która z powodu wad wrodzonych wymagała specjalistycznej aparatury. W Kielcach nie było dla niej miejsca.
Opieka nad ciężko chorym dzieckiem w domu przekracza możliwości rodziców. Dziecko z takimi schorzeniami bez profesjonalnej opieki nie przeżyłoby nawet jednej doby
– wspominała pani Żaneta, która musiała oddać córkę pod opiekę placówki w Ozimku pod Opolem.
Jej apel do protestujących mieszkańców był krótki, ale wymowny, bo odwoływał się do solidarności oraz empatii.
Proszę, żebyśmy się w tej sprawie zjednoczyli, a nie dzielili. Bo to są naprawdę trudne momenty dla rodziców i zwłaszcza dla tych dzieci, które są bezsilne, niewinne i potrzebują pomocy
– powiedziała.
Inwestor ustępuje, sąsiedzi idą do sądu
Stowarzyszenie „Akcja Reakcja”, widząc opór mieszkańców, wielokrotnie zmieniało projekt, by wyjść naprzeciw ich obawom. Budynek został zmniejszony z 600 do 450 m², obniżony i odsunięty od granicy działek o ponad 30 metrów. Zaplanowano nawet zieloną ścianę z drzew, która ma całkowicie odizolować placówkę wizualnie.
Mimo tych ustępstw, sąsiedzi z ulicy Cedzyńskiej złożyli odwołanie do Samorządowego Kolegium Odwoławczego. Twierdzą, że budynek będzie zbyt „masywny” i zaburzy urbanistyczną harmonię okolicy. Sebastian Matuszczyk ze stowarzyszenia nie kryje rozgoryczenia, nazywając te argumenty postawą „nie, bo nie”.
Głos rozsądku: „Warto spojrzeć na to szerzej”
W dyskusję, która dzieli kielczan, włączył się Arkadiusz Ślipikowski, radny Prawa i Sprawiedliwości. W mediach społecznościowych opublikował obszerny wpis, w którym apeluje o porzucenie lęków na rzecz elementarnej ludzkiej solidarności.
Jego zdaniem hospicjum nie jest zagrożeniem, lecz miarą naszego cywilizacyjnego rozwoju.
Plan budowy hospicjum dla dzieci budzi sprzeciw części mieszkańców, ale warto spojrzeć na to szerzej. W XXI wieku powinniśmy być społeczeństwem opartym na empatii i odpowiedzialności. Te dzieci są bezbronne wobec choroby i potrzebują całodobowej, specjalistycznej opieki – często blisko domu, przy swoich rodzinach
– podkreśla radny Ślipikowski.
Polityk odnosi się także bezpośrednio do obaw o „uciążliwość” placówki, wyjaśniając na czym polega działalność tego typu ośrodków. Radny Ślipikowski zwrócił tez uwagę, że nikt nie zna przyszłości i może się okazać, że ci którzy protestują, też będą potrzebowali wsparcia.
Hospicjum to nie jest miejsce hałaśliwe czy uciążliwe. To spokojna, cicha przestrzeń wsparcia, która nie zakłóca życia okolicy. Zamiast się sprzeciwiać, spróbujmy się dogadać i zrozumieć, jak ważna jest taka placówka. Bo każdy z nas może kiedyś potrzebować pomocy – dla siebie lub bliskich
– napisał polityk.
Co dalej z inwestycją?
Obecnie sprawa utknęła w SKO. Urząd Miasta Kielce wydał wcześniej pozytywne warunki zabudowy, ale dopóki trwa spór prawny, na Cedzyńskiej nie pojawi się żaden sprzęt budowlany. Inicjatorzy budowy przypominają, że hospicjum to dom miłości i wsparcia, a nie bezduszny urząd.
Piotr Zych

