To był scenariusz niczym z filmu akcji, ale finał okazał się dla 38-latka wyjątkowo bolesny. Kieleccy policjanci w samym sercu nocy z 26 na 27 kwietnia, postanowili sprawdzić, co słychać u kierowcy dostawczego citroena. Reakcja mężczyzny? Zamiast dokumentów, pokazał… niesamowite tempo w sprincie do zarośli. Nie wiedział jednak, że z mundurowymi z prewencji nie ma szans w biegach przełajowych.
Kieleckie śródmieście, godzina duchów i biały Citroen Jumper na celowniku. Gdy tylko funkcjonariusze dali znak do zatrzymania, kierowca odpalił swój własny plan ewakuacji. Zamiast wysiąść drzwiami od strony kierowcy, wypalił przez stronę pasażera i czmychnął prosto w ciemne zarośla!
Metaamfetamina w locie i marihuana w kabinie
Ucieczka nie trwała długo, ale była widowiskowa. Policjanci w trakcie pościgu zauważyli, jak 38-latek desperacko próbuje pozbyć się obciążających dowodów. W powietrze pofrunęły woreczki z białym proszkiem. Jak się później okazało, była to metamfetamina. Jeśli myślał, że w mroku nikt tego nie zauważy, to grubo się pomylił.
Po szybkim obezwładnieniu uciekiniera, mundurowi zajrzeli do kabiny dostawczaka. Tam czekała kolejna niespodzianka, czyli 6 gramów marihuany ukrytej między siedzeniami.
Był poszukiwany, a w jego żyłach płynął „koktaj”
Gdy emocje nieco opadły, policyjne systemy zaczęły „wypluwać” kolejne mroczne sekrety zatrzymanego. Okazało się, że lista grzechów 38-latka jest dłuższa, bo nie miał prawa jazdy, miał w organiźmie narkotyki, a poza tym, był poszukiwany do odsiadki zaległych 17 dni w więzieniu.
Zamiast krótkiego epizodu za kratkami, kielecki „rajdowiec” może teraz utknąć w więzieniu na znacznie dłużej. Za ucieczkę, posiadanie narkotyków oraz kierowanie pod ich wpływem grozi mu teraz nawet 3 lata odsiadki. Jedno jest pewne, że najbliższe tygodnie spędzi tam, gdzie nikt mu kluczyków do citroena nie wręczy.
Marta Grasegger

