Kieleccy drogowcy właśnie wyciągają ciężki sprzęt do centrum miasta, a to oznacza komunikacyjny paraliż stolicy regionu. Już w poniedziałek, 27 kwietnia, ekipy budowlane wkroczą na odcinek między węzłami Kielce Zachód a Bocianek, by rozpocząć jedną z najbardziej wyczekiwanych i jednocześnie najbardziej uciążliwych inwestycji ostatnich lat.
Budowa trasy ekspresowej S74 zamieni ulicę Łódzką i jej okolice w plac boju, na którym największą ofiarą będzie czas i cierpliwość tysięcy kierowców.
Pierwszy cios w płynność ruchu – zapomnij o prędkości
Wielka operacja logistyczna zaczyna się od przygotowania terenu, co w praktyce oznacza drastyczne zwężenia i limity prędkości, które przyprawią o ból głowy każdego, kto spieszy się do pracy. Wykonawca zapowiada liczne ograniczenia i zwężenia i pewne jest już, że na odcinku od węzła Kielce Zachód aż do skrzyżowania ulicy Łódzkiej z 1 Maja noga z gazu musi spaść natychmiast. Maksymalna dopuszczalna prędkość wyniesie tam zaledwie 40 kilometrów na godzinę, a w rejonie ulic Żelaznogórskiej i Transportowców limit będzie jeszcze bardziej restrykcyjny, spadając do zaledwie trzydziestki.
Małgorzata Pawelec-Buras, rzecznik kieleckiego oddziału Generalnej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, w rozmowie z Portalem Kieleckim, wyjaśnia, że to jedyny sposób, by bezpiecznie przygotować zaplecze budowy.
To konieczne, aby przygotować plac budowy i rozpocząć prace. Zmiany będą dotyczyć odcinka od węzła Kielce Zachód do skrzyżowania ulic Łódzkiej oraz 1 Maja. Wykonawca prac ma w obrębie skrzyżowań zwężyć jezdnie ulic Łódzkiej, Żelaznogórskiej i Transportowców
– wyjaśnia rzeczniczka.
Dla kierowców oznacza to koniec jazdy „na pamięć”, bo dotychczasowe pasy do skrętu mogą nagle zniknąć pod biało-czerwonymi barierkami.
Ronda zamiast świateł i pożegnanie z lewoskrętami
Prawdziwa rewolucja czeka skrzyżowanie ulicy Łódzkiej z ulicą Transportowców. Drogowcy planują wyłączenie pasów do skrętu w prawo i w lewo, co wymusi na kierowcach manewrowanie wyłącznie z pasów do jazdy na wprost. To jednak dopiero rozgrzewka przed tym, co czeka nas w maju i czerwcu.
Wtedy z krajobrazu znikną dobrze znane sygnalizacje świetlne na skrzyżowaniach z ulicami Olszewskiego, Skrzetlewską czy Hubalczyków. W ich miejsce pojawią się tymczasowe ronda, które mają za zadanie upłynnić ruch, choć przy obecnym natężeniu samochodów wielu ekspertów spodziewa się tam gigantycznych zatorów.
Pasażerowie komunikacji miejskiej również muszą przygotować się na zmiany, bo ich przystanek na ulicy Żelaznogórskiej zmieni lokalizację.
Zmieni się też lokalizacja przystanków komunikacji miejskiej na ulicy Żelaznogórskiej oraz przejść dla pieszych na ulicy Łódzkiej. W czerwcu wstępnie planowane są natomiast kolejne zmiany w organizacji ruchu
– tłumaczy naszemu portalowi Pawelec-Buras.
Największy horror drogowy nadejdzie jednak wraz z budową tuneli, kiedy to całe fragmenty ulic zostaną całkowicie wycięte z użytku, a tranzyt zostanie skierowany na objazdy.
Droga do nowoczesności potrwa lata
Mimo że widok korków i żółtych tablic informacyjnych budzi irytację, cel inwestycji jest ambitny – trasa S74 ma na zawsze wyprowadzić ciężki ruch z serca Kielc i połączyć region z resztą kraju nowoczesną ekspresówką.
Niestety, na ten komfort przyjdzie nam poczekać aż do drugiego kwartału 2028 roku. Do tego czasu kierowcy muszą nauczyć się żyć w nowej, „zwężonej” rzeczywistości, bacznie obserwując znaki i podwójne linie ciągłe, które uniemożliwią wyprzedzanie na najbardziej newralgicznych odcinkach.
Drogowcy ostrzegają, że ten rejon miasta będzie teraz jednym z najbardziej zapalnych punktów na mapie Kielc. Brak wygodnych alternatywnych dróg sprawia, że każda stłuczka czy awaria w obrębie placu budowy może doprowadzić do całkowitego paraliżu wylotówki na Łódź.
Robert Kamiński

