To mogła być największa szansa w historii współczesnych Kielc i regionu świętokrzyskiego, ale została złożona na ołtarzu politycznych ambicji Warszawy. Dziś, gdy Centralny Port Komunikacyjny w Baranowie stał się inwestycyjnym symbolem paraliżu, a rząd Donalda Tuska boryka się z problemami budżetowymi, wizja portu centralnego w okolicach Kielc nabiera nowego blasku.
Były prezydent Kielc, Wojciech Lubawski, z inżynierską precyzją przypomina, że gotowe było dosłownie wszystko: odpowiednie gotowe grunty, brak protestów społecznych oraz inwestorzy z Chin, którzy chcieli wyłożyć 35 miliardów złotych na port, który powstałby między Warszawą a Krakowem.
Korespondowałem w tej sprawie z ówczesną premier Beatą Szydło oraz wicepremierem Morawieckim. Wtedy usłyszałem, że port centralny pod Kielcami byłby konkurencją dla tego w Baranowie. Dzisiaj tam nic nie powstaje, a u nas wszystko byłoby już gotowe, ponieważ Chińczycy deklarowali, że wybudują taki port w dwa lata
– mówi w rozmowie z naszym portalem eksprezydent Lubawski.
Były prezydent podkreśla, że Chińczycy deklarowali również budowę szybkiej kolei, która miała połączyć Warszawę z Krakowem. Jego zdaniem, przy odpowiednim podejściu świętokrzyskich elit politycznych i gospodarczych, nie jest jeszcze za późno, aby inicjatywę „odkurzyć” i zacząć lobbować w gremiach rządowych.
Powinniśmy wykorzystać sytuację, ponieważ to jest dla Kielc i regionu szansa, która puka do naszych drzwi po raz drugi i być może ostatni
– mówi Lubawski.
Chiński plan na Polskę: „Dla nich liczy się Warszawa i Kraków”
Wojciech Lubawski w rozmowie z Portalem Kieleckim ujawnił kulisy swoich rozmów na temat budowy centralnego lotniska w czasach, kiedy był włodarzem Kielc. Kiedy koncepcja lotniska pod Kielcami nabierała kształtów, tematem na poważnie zainteresowali się potężni inwestorzy z Azji. Dla chińskich gigantów logika była bezlitosna dla Baranowa, a bardzo przychylna dla Kielc.
Moi rozmówcy mówili wprost, że kielecka lokalizacja jest najlepsza z możliwych, po prostu optymalna dla portu centralnego z dobrze rozbudowanym komponentem Cargo. Kluczowe było i wciąż jest nasze położenie miedzy Warszawą a Krakowem
– mówi były prezydent Kielc.
Inwestorzy z Chin nie patrzyli na mapę przez pryzmat sympatii partyjnych, jak to ma miejsce obecnie i miało wcześniej. Dla nich liczyły się dwa główne magnesy: Warszawa i Kraków. Byli gotowi wyłożyć na stół zawrotną kwotę 35 miliardów złotych. Ich propozycja była biznesowym majstersztykiem: chcieli wybudować port lotniczy własnymi środkami, a następnie oddać go po 20 latach na rzecz państwa polskiego.
Powiedzieli mi, że w ciągu dwóch lat wybudują taki port Cargo i za 20 lat oddadzą go państwu polskiemu. W 2016 roku wystosowałem takie pismo do rządu polskiego z prośbą o zgodę na takie rozmowy i dostałem negatywną opinię, że nie możemy sobie robić konkurencji dla portu centralnego, który planujemy
– opowiada z goryczą Lubawski.
Wspomniana odpowiedź przyszła od ówczesnego wicepremiera, a późniejszego szefa rządu Mateusza Morawieckiego. Kielecka szansa została poświęcona, by nie psuć narracji o Baranowie, w którym do dziś panuje pustka – minęło 10 lat od tamtego czasu, a o CPK głównie się mówi. Pod Kielcami taki port już by działał i rozwijał swoje kolejne komponenty.
Cena dziesięciokrotnie niższa
Kluczowym argumentem, który powinien dziś wybrzmieć w całym regionie, jest fakt, że Kielce wykonały tytaniczną pracę, której w Baranowie nie zrobiono do dzisiaj. Dzięki determinacji Lubawskiego, nasze miasto wykupiło ponad 550 hektarów gruntu. W bezpośrednim sąsiedztwie czeka kolejne 1,5 tysiąca hektarów ziemi państwowej. To tereny niezamieszkałe – w przeciwieństwie do Baranowa, nie ma tu ludzkich dramatów, wyburzeń całych wsi czy blokujących inwestycję protestów.
Naszym sukcesem, ale również atutem było to , że uzyskaliśmy plan miejscowy na to lotnisko. To nie jest prosta sprawa, ponieważ tego typu dokumenty poprzedzają uzgodnienia środowiskowe i to wszystko wymaga czasu, a nie ma gwarancji sukcesu. My to wszystko mamy
– tłumaczy.
Według byłego prezydenta, to właśnie ten atut pozwoliłby na błyskawiczne rozpoczęcie budowy również dzisiaj. Lubawski nie gryzie się w język, porównując koszty obu inwestycji, ale też mówiąc o strategii realizacji takich projektów.
Koszty budowy lotniska pod Kielcami byłyby dziesięciokrotnie niższe, niż tego w Baranowie. Poza tym, takich projektów nie realizuje się od razu w całości, bo przecież nie da się spowodować, że od razu kilkadziesiąt milionów ludzi zacznie latać z nowego portu. To musi być proces rozłożony na lata, poprzez dokładanie kolejnych komponentów, ale póki co nie ma portu ani pod Warszawą, ani pod Kielcami
– tłumaczy nam były włodarz Kielc.
Są jeszcze inne atuty ambitnego projektu, aby przyszłe CPK powstało koło Kielc, jeśli z różnych powodów nie dzieje się nic z „projektem politycznym”. Budowa lotniska w województwie świętokrzyskim, to brak konieczności niszczenia dróg w całej Polsce, by dowieźć beton pod Warszawę. Cementownie i kopalnie mamy „za płotem”.
Obok mamy kopalnie kruszyw, cementownie. Wszystko jest przygotowane do tego, żeby to zrobić bardzo szybko
– dodaje nasz rozmówca.
Polityczna niemoc: „Kielce zawsze miały słabą reprezentację”
Dlaczego mimo tak twardych argumentów koncepcja kielecka była latami marginalizowana? Wojciech Lubawski wprost wskazuje na polityczne gierki, które wygrały z pragmatyzmem.
Kielce nie mogły się przebić politycznie. Kiedyś mieliśmy wsparcie śp. Przemysława Gosiewskiego, który pomagał mi w sprawie gruntów dotyczących lotniska, ale teraz już nie mamy takiego przebicia. Politycy ze Świętokrzyskiego są słabi, a to są jednak decyzje polityczne. To dotyczy wszystkich partii
– mówił bez ogródek.
Były prezydent wspominał, że spotykał się z ministrami, którzy w kuluarach przyznawali mu rację, ale oficjalnie twierdzili, że „tędy nie idzie droga”. Efektem tej polityki jest dzisiejszy paraliż CPK i gigantyczny deficyt, który uniemożliwia realizację baranowskich mrzonek.
Czasu nie da się wyczarować – czy Kielce uratują projekt?
Dziś, w 2026 roku, sytuacja jest dramatyczna. Rząd Donalda Tuska boryka się z rekordową dziurą budżetową, a priorytety przesunęły się w stronę ratowania ochrony zdrowia. Nawet jeśli w 2027 roku dojdzie do zmiany władzy, żaden rząd nie „wyczaruje” miliardów, których nie ma, ani nie cofnie lat zmarnowanych na audyty.
Czy po latach ignorowania argumentów ze Świętokrzyskiego, Warszawa w końcu przyzna rację Kielcom? Jeśli Polska chce mieć Centralny Port Komunikacyjny jeszcze w tej dekadzie, powrót do koncepcji kieleckiej nie jest już tylko lokalnym marzeniem, ale jedynym realnym scenariuszem. To wymaga jednak ambicji i determinacji regionalnych polityków.
W sprawie będziemy pytać prezydent Kielc, marszałek województwa oraz regionalnych parlamentarzystów. Jeśli chodzi o tych ostatnich, Kielce nie powinny być bez szans, bo z tego okręgu kandydowało kilku bardzo wpływowych w Polsce.
Po pierwsze lider PiS Jarosław Kaczyński, który wciąż jest jedną z kluczowych postaci w polskim życiu politycznym. Wiceprezesem PiS jest posłanka Anna Krupka z Kielc, która również powinna być wsparciem dla idei „odkurzenia” pomysłu portu centralnego w stolicy regionu. Mniej ważni, ale wpływowi w rządzie są inni politycy z woli wyborców tego regionu – poseł KO Roman Giertych, a także jeden z liderów Lewicy Andrzej Szejna, czy b. minister rolnictwa Czesław Siekierski z PSL.
Liderów nie brakuje, trzeba ich tylko zmobilizować do działania.
Robert Bagiński

