Niedzielna bitwa o fotel burmistrza nie przyniosła ostatecznego rozstrzygnięcia, ale dała jasny sygnał: idą zmiany! Marcin Wojniak dosłownie otarł się o triumf w pierwszej turze, nokautując rywali, ale to Janusz Koniusz ostatecznie staje z nim do finałowego pojedynku. 10 maja okaże się, kto weźmie klucze do miasta.
To były gorące wybory przedterminowe. Mieszkańcy ruszyli do 17 obwodów, by spośród ośmiu kandydatów wskazać nowego lidera. Choć kampania była intensywna, sama niedziela przebiegła nadzwyczaj spokojnie, czyli bez incydentów, ale z ogromnym napięciem w sztabach wyborczych.
Wojniak o krok od zwycięstwa
Marcin Wojniak zmiażdżył konkurencję, zdobywając zaufanie 3285 wyborców. Wynik 49,04% to duży sukces, ale brutalna matematyka wyborcza jest nieubłagana – zabrakło zaledwie kilkudziesięciu głosów, by sprawę zamknąć już wczoraj.
Były starosta pińczowski i obecny wiceprezes PEC wchodzi do drugiej tury z pozycji absolutnego faworyta, ale czy to wystarczy, by postawić kropkę nad „i”?
Na drugim biegunie mamy Janusza Koniusza, który z wynikiem 927 głosów (13,84%) wywalczył sobie bilet do wielkiego finału. Doświadczony przedsiębiorca i projektant, który o urząd burmistrza bije się już po raz trzeci, nie zamierza składać broni.
Polegli na placu boju. Kogo odrzucili wyborcy?
Reszta kandydatów musiała uznać wyższość liderów. Najbliżej podium byli Łukasz Niebudek (910 głosów) oraz Leszek Irla (801 głosów), jednak to za mało, by liczyć się w walce o władzę. Pozostali kandydaci – Chlewicka, Liberek, Chmielewski i Karbowniczek – zdobyli jedynie marginalne poparcie.
Obaj kandydaci startują z własnych komitetów, co dodaje pikanterii temu starciu. Z jednej strony mamy Wojniaka – sprawnego samorządowca z doświadczeniem w starostwie i energetyce. Z drugiej Koniusza – fachowca od wyceny nieruchomości i inwestycji. Mieszkańcy gminy Pińczów mają teraz dwa tygodnie na ostateczne przemyślenia.
Marta Grasegger

