Korona Kielce nie zwalnia. Żółto-Czerwoni wygrali na wyjeździe ze Śląskiem Wrocław 2:1, choć jeszcze w 92. minucie na tablicy widniał remis. Wtedy kapitalną indywidualną akcję przeprowadził Kamil Jakubczyk, minął czterech rywali i wystawił piłkę Simonowi Gustafsonowi. Szwed dopełnił formalności, a kielczanie zabrali do domu komplet punktów.
Korona jechała do Wrocławia w roli faworyta, ale Śląsk miał swój argument – przed sobotnim spotkaniem nie przegrał u siebie dziesięciu kolejnych meczów. Kielczanie od początku pokazali jednak, że po rekordowym oknie transferowym ich ambicje sięgają znacznie wyżej niż spokojne miejsce w środku tabeli.
Stępiński dał prowadzenie
Pierwsza połowa długo była wyrównana. Swoich okazji szukali Ondrej Lingr, Martin Remacle i Mariusz Stępiński. W końcu właśnie kapitan Korony dopiął swego.
W 35. minucie jego strzał po rykoszetach znalazł drogę do siatki i kielczanie schodzili na przerwę z prowadzeniem 1:0.
Po zmianie stron do bramki trafił także Michael Ameyaw, ale gol nie został uznany z powodu faulu we wcześniejszej fazie akcji. Niewykorzystana szansa zemściła się w 79. minucie. Malaly Dembélé doprowadził do remisu i wydawało się, że Korona będzie musiała zadowolić się jednym punktem.
Jakubczyk zrobił różnicę
Najlepsze przyszło jednak w doliczonym czasie. W 93. minucie Kamil Jakubczyk ruszył z piłką, minął czterech zawodników Śląska i idealnie obsłużył Simona Gustafsona. Szwed trafił na 2:1.
Ta akcja była ozdobą spotkania, ale przede wszystkim dała Koronie niezwykle cenne trzy punkty. Kielczanie przedłużyli swoją serię bez ligowej porażki i potwierdzili, że bardzo dobre ostatnie wyniki nie są przypadkiem.
Na odpoczynek nie będzie wiele czasu. Już we wtorek o godz. 20.30 Korona podejmie na EXBUD Arenie Górnika Zabrze w zaległym meczu 2. kolejki Ekstraklasy.
Robert Bagiński

